Strony

sobota, 10 lutego 2024

Kościół św. Jakuba i Filipa i klasztor Dominikanów w Wilnie – kościół położony przy placu Łukiskim, Wybudowany w stylu barokowym w latach 1690–1737 dla zakonu dominikanów; później kilkakrotnie przebudowywany.
















Wilno ma tę osobliwą właściwość, że człowiek idzie zobaczyć kościół, a znajduje kawałek dawnego świata.

Przy placu Łukiskim stoją kościół św. Jakuba i Filipa oraz dawny klasztor Dominikanów. Nie jest to może pierwsze miejsce, do którego biegnie turysta po przyjeździe do Wilna. Nie ma tu tłumu przed Ostrą Bramą ani obowiązkowych fotografii przy św. Annie. I może właśnie dlatego warto tu przyjść.

Kościół wyrasta ponad plac dwiema barokowymi wieżami, trochę jak ocalały fragment miasta, którego już nie ma. Dzisiejsze Łukiszki są szerokie, przestronne i uporządkowane. Tymczasem kiedy w XVII wieku pojawili się tutaj dominikanie, znajdowali się właściwie na obrzeżach Wilna. Pierwszy kościół był drewniany. Obecną świątynię zaczęto wznosić w 1690 roku i budowano przez dziesięciolecia. Tak powstawało dawne Wilno — powoli, warstwa po warstwie, fundacja po fundacji.

Potem przez Łukiszki przetaczała się historia.

Były wojny, pożary, wojska rosyjskie i napoleońskie, kasata klasztoru, kolejne zmiany granic i państw. W XX wieku przyszła okupacja sowiecka. Kościół zamknięto i zamieniono w magazyn. To zresztą los zadziwiająco wielu świątyń na dawnych ziemiach Rzeczypospolitej. Imperia mają szczególną słabość do przekonania, że jeśli kościół zamieni się w magazyn, archiwum albo halę, to razem z jego przeznaczeniem można zmienić również pamięć ludzi.

Najczęściej okazuje się, że nie można.

Kościół przetrwał.

Stojąc dziś przed nim, trudno nie pomyśleć, ile razy wszystko wokół niego miało już być urządzone na zawsze. Carskie Wilno miało być rosyjskie. Potem przyszła niepodległa Polska. Potem Litwa, wojna, okupacje, Związek Sowiecki. Każda epoka stawiała pomniki, zmieniała nazwy ulic i była głęboko przekonana o własnej trwałości.

A dwie wieże św. Jakuba i Filipa nadal stoją.

Jest w tym coś bardzo wileńskiego.

Bo Wilno nie opowiada swojej historii w sposób prosty. Tutaj niemal każdy kamień ma kilka pamięci. Polską, litewską, żydowską, białoruską, rosyjską. Czasami zgodnych, częściej konkurujących ze sobą. Miasto można próbować uporządkować według narodowych narracji, ale ono uparcie się temu wymyka. Wystarczy skręcić w boczną ulicę, przeczytać stary napis na murze albo wejść do kościoła, żeby nagle znaleźć się w zupełnie innej epoce.

W kościele św. Jakuba i Filipa szczególne miejsce zajmuje Matka Boska Łukiska. Jej kult sięga czasów dawnej Rzeczypospolitej. Przez stulecia przychodzili tutaj ludzie ze swoimi chorobami, lękami i nadziejami. Zmieniali się królowie, carowie, sekretarze partii i prezydenci, a ludzkie prośby zapewne pozostawały mniej więcej takie same.

Może dlatego stare kościoły są lepszymi świadkami historii niż pomniki.

Pomniki zazwyczaj mówią nam, co mamy pamiętać.

Kościoły pamiętają także to, o czym kolejne władze wolałyby zapomnieć.

Kiedy odchodzi się od św. Jakuba i Filipa przez plac Łukiski, warto jeszcze raz spojrzeć za siebie. Na dwie barokowe wieże ponad miastem.

W Wilnie takie spojrzenia za siebie są niebezpieczne.

Człowiek zaczyna rozumieć, że właśnie po to tutaj przyjechał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz