Szukaj na tym blogu

czwartek, 31 października 2024

Drewniana kaplica w podwileńskich Skorbucianach (XVIII w.) wraz z dzwonnicą, wybudowana w pobliżu nieistniejącego dworu Jeleńskich herbu Wręby. Obok kaplicy znajduje się mogiła 16 żołnierzy 7. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej



Są miejsca, do których nie przyjeżdża się przypadkiem.

Skorbutiany pod Wilnem należą właśnie do nich. Nie ma tutaj wielkich zabytków, reprezentacyjnych fasad ani autokarów z turystami. Jest za to stara drewniana kaplica, dzwonnica, kilka drzew i cisza. Taka cisza, która na dawnych Kresach bardzo rzadko oznacza, że nic się tutaj nie wydarzyło.

Kaplica pochodzi z XVIII wieku. Drewniana, niewielka, niemal wiejska, stoi w pobliżu miejsca, gdzie niegdyś znajdował się dwór Jeleńskich herbu Wręby. Dworu już nie ma.

To zdanie powtarza się podczas podróży po dawnych ziemiach Rzeczypospolitej z zadziwiającą regularnością.

Dworu już nie ma.

Czasem pozostała aleja. Czasem kilka starych drzew rosnących w sposób zbyt regularny, aby mogło to być dziełem przypadku. Czasem fundament ukryty pod trawą albo staw, którego przeznaczenia nikt już nie pamięta. Dom znika pierwszy. Krajobraz pamięta dłużej.

W Skorbutianach ocalała kaplica.

Można próbować wyobrazić sobie ludzi, którzy przychodzili tutaj dwieście lat temu. Właścicieli pobliskiego dworu, mieszkańców okolicznych wsi, dzieci prowadzone w niedzielę za rękę, pogrzeby, śluby i zwyczajne nabożeństwa. Nikt z nich zapewne nie przypuszczał, że kiedyś zniknie dwór, zmienią się granice, państwa i języki urzędowe, a ta niewielka drewniana budowla pozostanie jednym z ostatnich świadków ich świata.

Ale Skorbutiany mają jeszcze jedną historię.

Obok kaplicy znajduje się mogiła szesnastu żołnierzy 7. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej.

I nagle niewielka kaplica przestaje być tylko zabytkiem.

Latem 1944 roku Wileńszczyzna była miejscem, gdzie historia przyspieszyła do tempa, za którym pojedynczy człowiek nie był już w stanie nadążyć. Niemcy cofali się pod naporem Armii Czerwonej. Oddziały Armii Krajowej walczyły o Wilno w operacji „Ostra Brama”, wierząc, że występują wobec nadchodzących Sowietów jako gospodarze własnego kraju.

Wiemy, jak skończyła się ta nadzieja.

Dla żołnierzy wileńskiej AK wojna nie miała prostego zakończenia. Jednego dnia walczyli z Niemcami, następnego mieli spotkać armię państwa, które oficjalnie było sojusznikiem aliantów, a w rzeczywistości przygotowywało już likwidację polskiego podziemia. Aresztowania, rozbrajanie oddziałów i wywózki przyszły bardzo szybko.

Szesnastu ludzi leżących obok kaplicy w Skorbutianach nie znało jeszcze dalszego ciągu tej historii.

My go znamy.

I może właśnie dlatego patrzy się na ich mogiłę inaczej.

W takich miejscach wielka historia traci swoją wygodną abstrakcyjność. Nie ma już „operacji”, „frontów”, „układów mocarstw” i strzałek przesuwanych po mapach. Jest szesnaście nazwisk. Szesnaście życiorysów, które kończą się w jednym miejscu.

Obok stoi drewniana kaplica.

Przetrwała dwór, który zniknął. Przetrwała zabory, wojny, okupacje i Związek Sowiecki. Była tutaj, kiedy żyli Jeleńscy. Była, kiedy przez okoliczne lasy przechodzili żołnierze Armii Krajowej. Jest także dzisiaj.

Na dawnych Kresach często właśnie takie niewielkie miejsca mówią najwięcej.

Nie wielkie pomniki i nie reprezentacyjne pałace.

Kaplica.

Stara dzwonnica.

Kilka drzew pozostałych po dworze.

I mogiła szesnastu żołnierzy.

Resztę trzeba sobie dopowiedzieć samemu.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz