Szukaj na tym blogu

czwartek, 14 kwietnia 2022

Karuzela na Campo di Fiori



Campo di Fiori
Gdy koło południa kupcy zwijają swoje kramy Campo di Fiori wygląda tak jak w słynnym wierszu Czesława Miłosza, można podziwiać 

Kosze oliwek i cytryn,
Bruk opryskany winem
I odłamkami kwiatów.
Różowe owoce morza

Sypią na stoły przekupnie,
Naręcza ciemnych winogron
Padają na puch brzoskwini. 

W powietrzu unosi się zapach przejrzałych pomarańczy z wyraźną nutą ziołową. O tej porze pełno tu turystów wędrujących pomiędzy rzymskimi placami, razem z nimi pojawiają się grajkowie, sztukmistrze i trupa występująca w tradycyjnym stylu dell arte. Ubrany na czarno, nadęty dottore, którego pseudouczoność walczy w najlepsze z brakiem rozsądku, poniewierany przez zdradliwe kobiety i wiecznie oszukiwany przez służącego Arlekina, cwanego obwiesia przyodzianego w pstre szmaty. Piękna i zuchwała Kolombina w fantastycznym białym stroju na przemian prowokuje i odrzuca umizgi Arlekina. Jest też jego kumpel Brighella, odrażający typ w masce syfilityka uzbrojony w prawdziwy nóż. Jeżeli popatrzycie dłużej to zorientujecie się, że wszystkim kieruje Kapitan, pyszałek i samochwał a tak naprawdę skończony tchórz unikający bójek. Ich przedstawienie jest perfekcyjne tak jakby trwało nieprzerwanie od paruset lat, zmieniają się tylko aktorzy bezbłędnie wcielający się w zawsze te same postacie, wykonujące identyczne od XVI wieku gesty i gagi.
Giordano Bruno
Główną atrakcją Campo di Fiori obok targu na którym przed chwilą kupiłem suszone pomidory i butelkę chianti jest pomnik Giordana Bruna, jak pisze poeta doctus:
Tu na tym właśnie placu
Spalono Giordana Bruna,
Kat płomień stosu zażegnął
W kole ciekawej gawiedzi.
A ledwo płomień przygasnął,
Znów pełne były tawerny,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli przekupnie na głowach.
Kim tak naprawdę był spalony na stosie 17 lutego 1600 roku Giordano Bruno? Według ojca Józefa Bocheńskiego to była prawdziwa kanalia. Podobno zaczął od tego, że brata zakonnego utopił w Tybrze. Płaszczył się przed Kalwinem, który go chciał według swojego zwyczaju spalić. Nabrał owego kupca Mocenigo, który go w końcu wydał. Ale rzeczywiście okazał dużo godności przed sądem w przeciwieństwie do Gallilieusza.
Po odejściu z zakonu dominikanów Bruno zarabiał na życie oszukując naiwnych bogaczy co w XVI wieku bywało niebezpieczne. Jeden z nich liczył, że nauczy się mnemotechniki oraz wielu innych pożytecznych rzeczy. Gdy jednak to nie nastąpiło rozczarowany uczeń doniósł na swego nauczyciela. Śledztwo inkwizycyjne odbywało się w sposób odległy od powszechnych wyobrażeń. Gdyby Bruno trafił w ręce sprawiedliwości świeckiej pod zarzutem oszustwa i morderstwa to bito by go tak długo aż wyzionąłby ducha lub się przyznał. Proces inkwizycyjny podczas którego przetrzymywano go w znośnych warunkach dał mu możliwość usystematyzowania i obrony swoich twierdzeń. Ponieważ nie tylko ludzie szlachetni i prawi mają monopol na odwagę i determinację Bruno twardo obstawał przy swoim za co zginął.
Gdy dzisiaj czyta się teksty Bruna zdumiewa jego wiara w magię i czary przemieszana z wątkami zaczerpniętymi z myślicieli starożytnych i średniowiecznych. Uważał na przykład gwiazdy za anioły przynoszące każdemu człowiekowi Boże zwiastowanie oraz, że ziemia posiada duszę. Oczywiście komuniści, którzy wylansowali go na bohatera takimi drobiazgami się nie przejmowali. Jak kiepski żart brzmi tytuł artykułu zamieszczonego przez prof. Nowickiego w Trybunie Ludu pt. Giordano Bruno-nieustraszony bojownik naukowego poglądu na świat.
Podstawy tego naukowego światopoglądu to okultyzm i prymitywny animizm przypisujący materii inteligencję. Według Bruna jest ona wieczna i może przybierać dowolną postać dlatego też życie i śmierć są jedynie stanami przejściowymi. Inną ciekawą tezą zbuntowanego dominikanina było przekonanie o nieskończoności wszechświata w którym istnieją miriady światów podobnych do naszego i zamieszkałych przez istoty ludzkie. Brunowi najbardziej jednak zaszkodziła teza, że człowiek pozbywający się wiary w Boga stanie się wszechmocny i przy pomocy paru magicznych sztuczek równy Stwórcy. Tego niestety ojcowie inkwizytorzy wykształceni na arystotelejskim racjonalizmie przełknąć nie mogli. Z ich punktu widzenia była to ewidentna herezja millenaryzmu głosząca możliwość zbudowania na ziemi Królestwa Bożego, które jak wiadomo jest nie z tego świata. Podobne pomysły pojawiały się przez całe średniowiecze i renesans dlatego też inkwizycja zawzięcie zwalczała ich głosicieli. Niestety w epoce nowożytnej uzyskali oni znaczącą przewagę.
Ulepszanie świata
Na serio ulepszaniem świata zajęto się dopiero w XX wieku. W sowieckiej Rosji wzbogacono utopię Marksa o pojawiające się już u Bruna elementy kosmizmu. Nikołaj Fiodorow żyjący w tym samym czasie co Fiodor Dostojewski uważał, że możliwości człowieka są niczym nie ograniczone. Wierzył, że kiedyś ludzie uzyskają techniczne możliwości wskrzeszania zmarłych. Zwolennicy petersburskiego proroka zastanawiali się nawet jak rozwiązać problem przeludnienia planety spowodowany nadmiarem zmartwychwstańców. Jeden z jego uczniów Konstanty Ciołkowski ( potomek polskich zesłańców) wpadł na pomysł podróży międzyplanetarnych upatrując przyszłość ludzkości w kolonizacji kosmosu. Dla rosyjskich komunistów ta świecka eschatologia była objawieniem. Dawał ona swoiste alibi dla ustroju, który w imię wzniosłych haseł zlikwidował miliony ludzi. Po co się przejmować zabitymi skoro to tylko materia, która i tak się odrodzi.
Katyń
Zawsze jednak trafiają się tacy, którzy zawadzają realizacji świetlana przyszłość gdy śmierci już nie będzie a ludzkość podbije przestrzeń kosmiczną tak jak to sobie zamarzył stojący na Campo di Fiori buntownik. O tym co się z nimi stało można się dowiedzieć w małej studyjnej salce znajdującym się po drugiej stronie placu gdzie wyświetlają Katyń Andrzeja Wajdy. Figura zakapturzonego proroka i kino pokazujące nieznaną światu zbrodnię dokonaną przez jego duchowych spadkobierców to dwa bieguny Campo di Fiori. Między nimi kłębi się tłum turystów, którym dziwny napis Katyń nic nie mówi. Miłosz pisze w swoim wierszu o samotności ginących. Właśnie tutaj na tym kwietnym placu uświadamiam sobie jak bardzo to określenie pasuje do ofiar komunistycznych zbrodni w Rosji, Chinach czy Kambodży. O holocauście wiedzą na świecie wszyscy. I bardzo dobrze. Natomiast o zbrodniach dokonanych przez komunistów nie mówi się nic albo macha się na nie ręką. Czy dlatego, że ich sprawcy w przeciwieństwie do faszystów posługiwali się taka samą retoryką jak Bruno mówiąc o nieograniczonych możliwościach człowieka i idealnym społeczeństwie ?
Poezja nie jest kwestią moralności
Czesław Miłosz w swoim Traktacie poetyckim pisze:
Poezja nie jest kwestią moralności Jak dowiódł Szenwald, lejtnant Krasnoj Armii. Kiedy w obozach dalekiej północy W szkło zastygały trupy stu narodów On pisał odę do Matki-Syberii. Jeden z piękniejszych, tak jest, polskich wierszy.
To spostrzeżenie doskonale pasuje do jego Campo di Fiori, który jest jednym z piękniejszych polskich wierszy a równocześnie amoralnym, ponieważ zwyczajne, bezczelne kłamstwo:

Wspomniałem Campo di Fiori
W Warszawie przy karuzeli,
W pogodny wieczór wiosenny,
Przy dźwiękach skocznej muzyki.
Salwy za murem getta
Głuszyła skoczna melodia
I wzlatywały pary
Wysoko w pogodne niebo.

Czasem wiatr z domów płonących
Przynosił czarne latawce,
Łapali skrawki w powietrzu
Jadący na karuzeli.
Rozwiewał suknie dziewczynom
Ten wiatr od domów płonących,
śmiały się tłumy wesołe
W czas pięknej warszawskiej niedzieli. 

Nikt z poważnych świadków powstania w getcie warszawskim nie przypomina sobie czegoś podobnego. Pomijając kwestię czy lud warszawski chciałby się bawić na karuzeli w podobnych okolicznościach sam pomysł jej postawienia w pobliżu miejsca walk był technicznie nie do zrealizowania. Oczywiście dla noblisty to żaden problem, w końcu Poezja nie jest kwestią moralności. Jeszcze większy sprzeciw budzi zestawienie spalenia na stosie mordercy i szalbierza ze spaleniem Żydów w płonącym getcie. Mało kto wie, że poglądy Bruna niczym nie różniły się od tego co sądzili o swoich ofiarach oprawcy z SS. W jego dziele pt. Speccio della bestia triomfante znajdziemy zdanie jakby żywcem wyjęte z Mein Kampf Hitlera: Żydzi to zawsze czołgające się i zamknięte w sobie plemię nieznośne dla innych narodów, zwierzęco je nienawidzi i jest słusznie przez nich nienawidzone. Autorem innego fragmentu równie dobrze mógłby być Reichsfuhrer SS Heinrich Himmler: Żydzi są rasą działającą na podobieństwo dżumy i cholery, rasa dla ogółu tak niebezpieczna, że zasłużyła na wytępienie, zanim się jeszcze zrodziła. Żydzi są wyrzutkiem ludzkości, najbardziej zepsutym i niegodziwym narodem na świecie, o mentalności i skłonnościach najpodlejszych i najbrudniejszych.
Niestety uczony poeta, którego zakłamany wiersz wałkują kolejne roczniki na lekcjach polskiego może mieć rację pisząc, że:

Morał ktoś może wyczyta,
że lud warszawski czy rzymski
Handluje, bawi się, kocha
Mijając męczeńskie stosy.
Inny ktoś morał wyczyta
O rzeczy ludzkich mijaniu,
O zapomnieniu, co rośnie,
Nim jeszcze płomień przygasnął. 

Spadkobiercy
Podobnie jak wielu miejscowych i przyjezdnych lubię wędrować pomiędzy rzymskimi placami: wspaniałym Piazza di Navona, mikroskopijnym Piazza del Fico z Ristorante da Francesco gdzie mają najlepszą w Rzymie pizzę, Campo di Fiori i Piazza Farnese. Piazza di Navona to efekt starcia dwóch tytanów baroku, Borromini jest twórcą kościoła świętej Agnieszki. Naprzeciwko Bernini postawił fontannę Czterech Rzek, postacie które je symbolizują mają wypisaną na twarzy dezaprobatę dla giętkiej linii fasady kościoła. Wysłuchałem tam kazania, którego tematem była mająca właśnie wejść w życie ustawa o eutanazji. Starszy, szpakowaty ksiądz parokrotnie cytował słynne zdanie Dostojewskiego, że jeżeli Boga nie ma to wszystko wolno. Po mszy przeszedłem się na Campo di Fiori a stamtąd na pobliski Piazza Farnese, gdzie właśnie odbywał się więc zorganizowany przez lewicę. Takie imprezy odbywają się tu często i zawsze zaczynają od złożenia kwiatów pod pomnikiem Bruna. Dzisiaj kolejni mówcy przez mikrofon rzucali gromy na zacofanie i obskurantyzm nie pozwalający ludziom godnie umrzeć. Uświadomiony politycznie tłum nagradzał ich rzęsistymi brawami. Na wąskiej uliczce łączącej obydwa place ustawiono stoły na których można było podpisać petycję popierającą eutanazję. Dobrze ubrani w większości młodzi ludzie, którzy uwierzyli, że są tylko odnawialną materią ustawiali się w długiej kolejce aby wpisać się na listę.
Ostateczne rozwiązanie problemu starców i nieuleczalnie chorych  poprzez ich przejście ze stanu życia do śmierci jak mawiał Henryk Himmler wydaje się zgromadzonym na Piazza Farnese proste i eleganckie. Ich głównym argumentem jest dobrowolność decyzji o samobójstwie. W rzeczywistości zwykle jest ona tak samo dobrowolna jak w przypadku więźniów Oświęcimia wchodzących do komory gazowej.
Patrzę na protestujących i wiem, że mam dla nich przykrą wiadomość. Wbrew pozorom wasze przekonanie, że nie będziecie chorować i nigdy się nie zestarzejecie jest błędne. Wasze durne przechwałki, że gdybym ja był w takim stanie to nie chciałbym żyć należy są śmieszne. Nie zdajecie sobie sprawy o czym mówicie a jak to do was dotrze to będzie już za późno bo uśpią was jak chorego psa czy czy kota. Dlatego nie pytajcie komu dać ostatni zastrzyk albowiem dadzą go wam. Co wtedy będziecie myśleć? Chyba rację ma Miłosz pisząc:
Ja jednak wtedy myślałem
O samotności ginących.
O tym, że kiedy Giordano
Wstępował na rusztowanie,
Nie znalazł w ludzkim języku
Ani jednego wyrazu,
Aby nim ludzkość pożegnać,
Tę ludzkość, która zostaje.

Już biegli wychylać wino,
Sprzedawać białe rozgwiazdy,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli w wesołym gwarze.
I był już od nich odległy,
Jakby minęły wieki,
A oni chwilę czekali
Na jego odlot w pożarze.

I ci ginący, samotni,
Już zapomniani od świata,
Język nasz stał się im obcy
Jak język dawnej planety.
Aż wszystko będzie legendą
I wtedy po wielu latach
Na nowym Campo di Fiori
Bunt wznieci słowo poety. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz