Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Powstanie w getcie warszawskim – Paweł Frenkel i ludzie, którzy nie chcieli umrzeć bez walki

 












Powstanie w getcie warszawskim, które wybuchło 19 kwietnia 1943 roku, było jednym z najbardziej poruszających wydarzeń II wojny światowej. Nie było walką o zwycięstwo militarne. Ci, którzy stanęli do walki, dobrze wiedzieli, że nie pokonają niemieckiej machiny terroru. Walczyli jednak o coś ważniejszego – o godność, o prawo wyboru własnej śmierci, o zachowanie człowieczeństwa w świecie, który próbował ich tego człowieczeństwa pozbawić.

Wśród przywódców powstania szczególne miejsce zajmuje Paweł Frenkel – jeden z dowódców Żydowskiego Związku Wojskowego (ŻZW). Przez lata pozostawał postacią mniej znaną niż inni bohaterowie getta, choć jego rola była ogromna. Historia Frenkla to również historia współpracy z polskim podziemiem oraz ludzi, którzy ryzykowali życie, by nieść pomoc walczącym za murem.
Świat za murem

Warszawskie getto było zamkniętym światem głodu, chorób i strachu. Każdy dzień oznaczał walkę o przetrwanie. Kiedy w 1942 roku rozpoczęły się masowe deportacje do Treblinki, mieszkańcy getta zrozumieli, że Niemcy nie planują przesiedlenia, lecz całkowitą zagładę.

Wtedy pojawiła się decyzja, która zmieniła historię: skoro śmierć jest nieunikniona, trzeba umrzeć walcząc.
Paweł Frenkel – człowiek czynu

Paweł Frenkel był młodym, energicznym działaczem związanym przed wojną z ruchem Betar. W okupowanej Warszawie stał się jednym z głównych organizatorów ŻZW. Świadkowie wspominali go jako człowieka zdecydowanego, odważnego, potrafiącego porywać innych do działania.

Pod jego komendą znajdowały się oddziały walczące przede wszystkim w rejonie placu Muranowskiego. Był to jeden z najlepiej przygotowanych punktów oporu w całym getcie.
Broń zdobyta dzięki kontaktom zza muru

Żydowski Związek Wojskowy wyróżniał się poziomem uzbrojenia. Emanuel Ringelblum wspominał o pistoletach, karabinach, granatach i zapasach amunicji, które znajdowały się w dyspozycji ludzi Frenkla. W warunkach getta była to rzecz bezcenna.

Znaczna część tej broni trafiała do getta dzięki współpracy z polskim podziemiem. ŻZW utrzymywał kontakty z Armią Krajową oraz innymi strukturami konspiracyjnymi. Broń przerzucano potajemnie, często przez kanały, piwnice lub dzięki kurierom przechodzącym na obie strony muru.

Za każdą taką akcją stało ogromne ryzyko. Niemcy za pomoc Żydom mordowali całe rodziny. Mimo to znajdowali się ludzie gotowi pomagać.
Łączniczka Frenkla – kobieta między dwoma światami

Jednym z najbardziej poruszających świadectw tej współpracy są relacje Władysławy Choms, znanej również jako Władka Meed – jednej z łączniczek współpracujących z żydowskim ruchem oporu. Choć częściej kojarzona jest z innymi strukturami bojowymi, jej wspomnienia dobrze oddają realia pracy kobiet utrzymujących kontakt między gettem a stroną aryjską.

Takie łączniczki przenosiły broń, pieniądze, meldunki, fałszywe dokumenty, a czasem prowadziły ludzi kanałami lub ukrytymi przejściami. Każde wyjście mogło skończyć się aresztowaniem i śmiercią. Musiały zachowywać spokój, udawać pewność siebie, nie zdradzić lęku.

W relacjach pojawiają się także wspomnienia o kobiecych kurierkach współpracujących z ŻZW i ludźmi Frenkla. To one często utrzymywały kontakt z polskim podziemiem, dostarczały informacje o niemieckich ruchach, przekazywały broń i meldunki. Bez ich pracy oddziały walczące w getcie byłyby odcięte od świata.

Były niewidoczne, ciche, działające w cieniu – a jednak absolutnie niezbędne.
Muranów – twierdza Frenkla

Najsilniejszym punktem oporu ŻZW był rejon placu Muranowskiego. Tam właśnie walczyli ludzie Frenkla. Niemcy spodziewali się szybkiej akcji likwidacyjnej, lecz napotkali zaciekły opór.

Strzały padały z dachów, okien i barykad. Niemcy musieli zdobywać budynek po budynku, używać ognia i ciężkiej broni. Nawet raport Stroopa potwierdza, że walki w tym rejonie były wyjątkowo trudne.

To pokazuje, że bojowcy Frenkla nie byli jedynie symbolem oporu. Byli realną siłą bojową.
Dwie flagi nad gettem

Nad jednym z budynków na Muranowie zawisły dwie flagi – polska biało-czerwona i żydowska biało-niebieska. Ten gest przeszedł do historii.

Był symbolem wspólnej walki przeciw okupantowi. Pokazywał, że mimo muru, strachu i wojny można było stanąć po tej samej stronie.
Kobiety, o których zbyt rzadko się mówi

Historia powstania często skupia się na dowódcach i walczących z bronią w ręku. Tymczasem bez kobiet – kurierek, sanitariuszek, łączniczek – wiele akcji nie mogłoby się odbyć.

To one przenosiły pistolety pod płaszczami, ukrywały dokumenty, wynosiły rannych, zdobywały żywność i przekazywały wiadomości. Często nie miały stopni wojskowych, ale wykazywały odwagę równie wielką jak ci, którzy walczyli na barykadach.

W przypadku Frenkla i ŻZW ich rola była szczególnie ważna, bo organizacja opierała się na kontaktach z polskim podziemiem.
Człowiek, którego trzeba przypominać

Los Pawła Frenkla nie jest do końca pewny. Najprawdopodobniej zginął w 1943 roku, już po opuszczeniu getta, podczas dalszej walki po aryjskiej stronie Warszawy.

Przez lata pozostawał postacią niedocenioną. Dziś coraz wyraźniej widać, że bez niego, bez ŻZW, bez kurierek i bez pomocy polskiego podziemia obraz powstania jest niepełny.
Zakończenie

Powstanie w getcie warszawskim było walką bez nadziei na zwycięstwo, ale nie bez sensu. Paweł Frenkel i jego ludzie pokazali, że nawet w świecie zbudowanym na nienawiści człowiek może wybrać opór.

Obok nich byli też inni bohaterowie – często bezimienni. Łączniczki przechodzące przez mur, ludzie przenoszący broń, Polacy ukrywający bojowców, kobiety niosące meldunki pod nosem Niemców.

To dzięki nim powstanie było nie tylko aktem rozpaczy, ale także dowodem solidarności. A pamięć o Pawle Frenklu jest zarazem pamięcią o wszystkich tych, którzy walczyli w cieniu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz