Szukaj na tym blogu

czwartek, 18 czerwca 2026

Czy Trump naprawdę przegrał z Iranem?

 














W debacie publicznej często pojawia się pokusa, by politykę międzynarodową oceniać jak mecz piłkarski. Jedni ogłaszają zwycięzcę, drudzy przegranego, a wynik ma być jednoznaczny. Problem polega na tym, że geopolityka rzadko działa w ten sposób.

Wiele komentarzy po ostatnim kryzysie wokół Iranu opiera się na założeniu, że skoro reżim w Teheranie nie upadł, to Trump poniósł porażkę. Taka ocena wydaje się jednak zbyt uproszczona.

Przede wszystkim warto zadać sobie pytanie: jaki był rzeczywisty cel Stanów Zjednoczonych?

Czy Waszyngton chciał podbić Iran? Obalić władzę ajatollahów? Zająć Teheran? Nic nie wskazuje na to, by taki plan w ogóle istniał. Amerykanie doskonale pamiętają doświadczenia Iraku i Afganistanu. Kolejna wielka wojna na Bliskim Wschodzie byłaby kosztowna, niepopularna i politycznie ryzykowna.

Jeżeli spojrzymy na sytuację z tej perspektywy, obraz wygląda inaczej.

Nie doszło do regionalnej wojny obejmującej cały Bliski Wschód. Nie zamknięto cieśniny Ormuz, przez którą przepływa znacząca część światowego handlu ropą. Amerykańskie bazy nie zostały zmuszone do ewakuacji, a Stany Zjednoczone nie zostały wciągnięte w kolejny długotrwały konflikt.

To nie są mało istotne osiągnięcia.

Równie ważne jest to, że Iran, choć przetrwał, również nie zrealizował swoich najważniejszych celów. Nie udało mu się wyprzeć Amerykanów z regionu. Nie doprowadził do załamania współpracy Zachodu z Izraelem. Nie wymusił także zasadniczej zmiany układu sił na Bliskim Wschodzie.

Obie strony wyszły z kryzysu osłabione, ale trudno mówić o jednoznacznym triumfie Teheranu.

Warto też zauważyć, że współczesne konflikty coraz rzadziej przypominają wojny z XIX czy XX wieku. Dziś mocarstwa często nie dążą do całkowitego zniszczenia przeciwnika. Chodzi raczej o wywarcie presji, ograniczenie jego możliwości działania i zmuszenie go do negocjacji na określonych warunkach.

Jeżeli po okresie napięć Iran wrócił do rozmów, a USA zachowały swobodę działania bez konieczności rozpoczynania pełnoskalowej wojny, trudno uznać to za porażkę Waszyngtonu.

Być może największym błędem jest samo pytanie o to, kto wygrał. W polityce międzynarodowej zwycięstwo rzadko wygląda tak jak w podręcznikach historii. Częściej polega na tym, że jedna ze stron osiąga część swoich celów mniejszym kosztem niż przeciwnik.

Z tej perspektywy można postawić tezę, że Trump nie odniósł spektakularnego zwycięstwa, ale osiągnął to, co dla amerykańskiego prezydenta było najważniejsze: uniknął wielkiej wojny, utrzymał presję na Iran i nie dopuścił do załamania amerykańskiej pozycji w regionie.

A w geopolityce bardzo często właśnie to oznacza sukces. Nie pełny triumf, lecz realizację najważniejszych celów przy możliwie najmniejszych kosztach.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz