Jeszcze kilkadziesiąt lat temu polityka wyglądała inaczej. Partie miały swoje wyraźne ideologie, rozbudowane struktury i wiernych wyborców. Głosowało się na określoną wizję państwa, gospodarki czy społeczeństwa. Dziś coraz częściej odnoszę wrażenie, że programy schodzą na dalszy plan, a najważniejszym elementem polityki staje się sam lider.
Wystarczy spojrzeć na współczesny świat. Donald Trump w Stanach Zjednoczonych, Giorgia Meloni we Włoszech, Javier Milei w Argentynie, Viktor Orbán na Węgrzech czy Recep Tayyip Erdoğan w Turcji. Można się z nimi zgadzać lub nie, ale trudno odmówić im jednego – potrafią przyciągać uwagę i budzić emocje.
Coraz częściej wyborcy nie pytają już: „Jaki ma program?”. Pytają raczej: „Czy to jest człowiek, który poradzi sobie w trudnych czasach?”.
Koniec epoki wielkich partii
Przez większą część XX wieku partie polityczne były czymś więcej niż tylko organizacjami wyborczymi. Tworzyły środowiska społeczne, wychowywały swoich działaczy, organizowały debaty, a czasem wręcz kształtowały styl życia swoich zwolenników.
Dziś ten świat stopniowo odchodzi do historii.
Coraz mniej osób zapisuje się do partii. Coraz mniej ludzi identyfikuje się z jednym ugrupowaniem przez całe życie. Wyborcy są bardziej mobilni, częściej zmieniają sympatie polityczne i szukają nowych twarzy.
Partie stały się markami, a liderzy ich najważniejszym produktem.
Nieprzypadkowo na plakatach wyborczych widzimy przede wszystkim twarze polityków. Nazwa partii często jest jedynie dodatkiem.
Polityka w czasach TikToka
Nie sposób zrozumieć tej zmiany bez uwzględnienia wpływu mediów społecznościowych.
Jeszcze dwadzieścia lat temu politycy byli uzależnieni od telewizji, gazet i dziennikarzy. Dziś mogą komunikować się bezpośrednio z milionami ludzi.
To daje ogromne możliwości, ale zmienia także reguły gry.
W świecie mediów społecznościowych wygrywa ten, kto potrafi przyciągnąć uwagę. Algorytmy nie promują spokojnych analiz ani wielostronicowych programów. Promują emocje, wyraziste opinie, konflikty i silne osobowości.
Nic dziwnego, że politycy coraz częściej przypominają influencerów. Muszą być obecni, komentować, reagować, budować własną markę. W przeciwnym razie znikają z pola widzenia wyborców.
Dlaczego ludzie szukają silnych liderów?
Przyczyną nie są jednak wyłącznie media.
Ostatnie lata przyniosły serię kryzysów: pandemię, inflację, wojnę na Ukrainie, kryzys migracyjny i rosnącą niepewność gospodarczą. Wielu ludzi ma poczucie, że świat staje się coraz bardziej skomplikowany i trudniejszy do przewidzenia.
W takich warunkach społeczeństwa często szukają nie tyle ekspertów, ile przywódców.
Szukają ludzi, którzy sprawiają wrażenie zdecydowanych, pewnych siebie i gotowych do działania. Nawet jeśli nie zgadzają się z nimi we wszystkim, chcą wierzyć, że ktoś trzyma rękę na sterze.
To zjawisko nie jest nowe. Historia pokazuje, że w okresach niepewności charyzmatyczni liderzy niemal zawsze zyskują na znaczeniu.
Polityka coraz bardziej opiera się na emocjach
Nie oznacza to, że programy przestały mieć znaczenie. Problem polega na tym, że coraz rzadziej są głównym powodem wyborczych decyzji.
Współczesny wyborca często najpierw ocenia człowieka, a dopiero później jego propozycje.
Czy jest wiarygodny?
Czy wydaje się autentyczny?
Czy wzbudza zaufanie?
Czy potrafi przemawiać językiem zwykłych ludzi?
Dopiero później pojawiają się pytania o podatki, gospodarkę czy politykę zagraniczną.
To właśnie dlatego kampanie wyborcze coraz częściej przypominają starcia osobowości, a nie debatę programową.
Przywództwo czy spektakl?
Nie ma nic złego w tym, że polityka potrzebuje liderów. Każde państwo potrzebuje ludzi, którzy potrafią podejmować decyzje i brać za nie odpowiedzialność.
Problem pojawia się wtedy, gdy osobowość całkowicie przesłania treść.
W świecie mediów społecznościowych bardzo łatwo pomylić autentyczne przywództwo z umiejętnie wyreżyserowanym spektaklem. Dobry przekaz medialny nie zawsze oznacza dobre rządzenie. Charyzma nie zawsze idzie w parze z kompetencjami.
A jednak wielu wyborców jest dziś skłonnych bardziej ufać charakterowi niż programowi.
Dokąd to prowadzi?
Być może jesteśmy świadkami głębszej zmiany w funkcjonowaniu demokracji. Po dekadach dominacji wielkich partii i technokratycznego zarządzania wraca polityka oparta na osobowości lidera.
Nie wiemy jeszcze, czy będzie to zjawisko trwałe. Wiemy natomiast, że coraz więcej wyborców oczekuje od polityków nie tylko sprawności administracyjnej, ale także cech przywódczych.
Być może właśnie dlatego najważniejszym pytaniem współczesnej polityki nie jest już: „Który program jest najlepszy?”.
Coraz częściej pytamy o coś innego:
„Komu bym zaufał w czasie kryzysu?”
I być może to jedno pytanie mówi dziś o demokracji więcej niż wszystkie programy wyborcze razem wzięte.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz