Internet stworzył nowy gatunek analityka. Dawniej ekspert starał się przede wszystkim zrozumieć świat. Dzisiaj musi jeszcze wygrać z algorytmem YouTube. A algorytm nie nagradza ostrożności. Nie lubi zdań zaczynających się od „być może”, „wydaje się” czy „istnieje kilka możliwych scenariuszy”. Lubi natomiast wielkie tezy, mocne tytuły i poczucie, że właśnie na naszych oczach kończy się stary świat i rodzi nowy.
Wojciech Szewko opanował tę sztukę niemal do perfekcji.
Nie mam najmniejszych wątpliwości, że posiada ogromną wiedzę o Bliskim Wschodzie i Azji. Potrafi opowiadać z pasją, kojarzy fakty, sięga do źródeł anglojęzycznych i orientuje się w regionalnych realiach lepiej niż większość internetowych komentatorów. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy wiedza regionalna zaczyna być podporządkowana atrakcyjnej narracji. W pewnym momencie przestaje się analizować świat, a zaczyna się go opowiadać.
Najlepszym przykładem jest początek jednego z ostatnich odcinków zatytułowanego „Chiny omijają Rosję”. Już po kilku minutach słyszymy, że celem chińskich inwestycji jest „uniezależnienie państw Azji Środkowej od Rosji i ominięcie Rosji przez towary”, a chwilę później pada jeszcze mocniejsze stwierdzenie, że „Rosja przestała być gospodarczo partnerem państw środkowoazjatyckich”. Następnie otrzymujemy serię danych dotyczących wzrostu przewozów kolejowych, handlu i inwestycji, które mają dowodzić tej tezy.
I właśnie tutaj zaczyna się problem metodologiczny.
Dane rzeczywiście pokazują rozwój tzw. Środkowego Korytarza. Pokazują wzrost liczby pociągów, rozwój infrastruktury oraz większą rolę Kazachstanu czy Kirgistanu. Nie pokazują jednak automatycznie tego, co Szewko z nich wyprowadza. Między stwierdzeniem „rośnie znaczenie alternatywnego szlaku” a tezą „Rosja przestała być gospodarczym partnerem regionu” istnieje przepaść, której nie da się zasypać samą retoryką.
To klasyczny błąd, który ekonomiści nazywają nadinterpretacją danych, a politolodzy – ekstrapolacją poza materiał dowodowy.
Z faktu, że ktoś buduje drugi most, nie wynika jeszcze, że pierwszy przestał istnieć.
Podobnie zresztą wygląda argument o „omijaniu Rosji”. Owszem, Pekin rozwija alternatywne korytarze transportowe. Robi to od lat i z bardzo prostego powodu – każda globalna potęga stara się dywersyfikować szlaki handlowe. To nie oznacza jednak automatycznie geopolitycznego rozwodu z Moskwą. Chiny nie budują alternatyw dlatego, że chcą zerwać współpracę z Rosją. Budują je dlatego, że rozsądne mocarstwo nigdy nie uzależnia się od jednego korytarza transportowego. To zasadnicza różnica.
Najbardziej zastanawia jednak sposób dochodzenia do wniosków. W analizach Szewki często odnosi się wrażenie, że najpierw pojawia się efektowna teza, a dopiero później dobierane są fakty, które mają ją potwierdzić. Psychologia poznawcza od dawna zna to zjawisko. Nazywa się confirmation bias – skłonnością do dostrzegania przede wszystkim tych informacji, które wzmacniają wcześniej przyjęty pogląd.
Dobry analityk zadaje sobie pytanie: „Co mogłoby obalić moją hipotezę?”
Publicysta pyta raczej: „Co jeszcze mogę dorzucić, żeby ją wzmocnić?”
Odnoszę wrażenie, że Wojciech Szewko zbyt często wybiera drugą drogę.
Jeszcze bardziej charakterystyczne jest to, że niemal każde wydarzenie zostaje przedstawione jako zapowiedź nowej epoki. W tym samym materiale słyszymy o „sensacyjnym” charakterze zmian, o „przełomie”, o „gigantycznych” konsekwencjach i „imponujących” procesach. Takie słownictwo dobrze sprzedaje się w mediach społecznościowych, ale w analizie strategicznej powinno zapalać lampkę ostrzegawczą.
Historia świata nie zmienia kierunku co tydzień.
Jeżeli wszystko jest przełomem, to w końcu nic nim nie jest.
Mam czasami wrażenie, że oglądając kolejne odcinki Szewki uczestniczę nie tyle w analizie stosunków międzynarodowych, ile w serialu geopolitycznym. Każdy odcinek kończy się nowym cliffhangerem. Za chwilę zmieni się świat. Za chwilę upadnie stary porządek. Za chwilę nastąpi kolejny wielki zwrot. Tyle że ten „za chwilę” trwa już od kilku lat.
Największą słabością tych analiz nie jest zresztą to, że autor się myli. Myli się każdy, kto próbuje prognozować przyszłość. Problem polega na czymś znacznie poważniejszym – na nadmiernej pewności. Profesjonalny analityk mówi: „to najbardziej prawdopodobny scenariusz”. Publicysta mówi: „świat właśnie tak wygląda”. Między tymi dwoma zdaniami rozciąga się cała różnica między nauką a publicystyką.
Jest stare powiedzenie, że historia najbardziej lubi ośmieszać ludzi przekonanych o własnej nieomylności. Dodałbym do niego jeszcze jedno.
Największym wrogiem analityka nie jest niewiedza. Jest nim zakochanie we własnej narracji.
Bo rzeczywistość ma jedną wyjątkowo złośliwą cechę.
Nie ogląda YouTube.
Nie czyta komentarzy.
I z uporem pisze własny scenariusz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz