Szukaj na tym blogu

niedziela, 26 lipca 2026

31 lipca 1944, godzina 17.00. Podejmij decyzję za Bora-Komorowskiego

 



Dziś bardzo łatwo jest podejmować decyzje za generała Tadeusza Bora-Komorowskiego. Wiemy, że Powstanie Warszawskie zakończyło się katastrofą, że zginęły dziesiątki tysięcy ludzi, że miasto zostało niemal doszczętnie zniszczone, że Armia Czerwona nie przyszła z pomocą, a Stalin wykorzystał klęskę polskiej stolicy dla własnych celów politycznych. Wiemy również, że Polska znalazła się po wojnie w sowieckiej strefie wpływów, a heroiczny wysiłek powstańców nie zdołał zmienić decyzji wielkich mocarstw.

Bór-Komorowski tego wszystkiego nie wiedział.

I właśnie od tego należałoby zacząć każdą uczciwą rozmowę o decyzji podjętej 31 lipca 1944 roku. Nie od ruin Warszawy i nie od późniejszych cmentarzy, ale od sytuacji, w której znaleźli się ludzie zmuszeni do podjęcia jednej z najtrudniejszych decyzji w historii Polski. Historia ma bowiem tę szczególną właściwość, że po latach wszystko wydaje się prostsze. Znamy rezultat, dlatego łatwo uznajemy, że powinien on być oczywisty również dla tych, którzy podejmowali decyzje wcześniej. Tymczasem oni dysponowali jedynie meldunkami, mapami, własnym doświadczeniem oraz bardzo ograniczonym czasem.

Spróbujmy więc na chwilę zapomnieć o wszystkim, co wydarzyło się później, i przenieśmy się do Warszawy w ostatnim dniu lipca 1944 roku.

Armia Czerwona zbliżała się do miasta w tempie, które jeszcze kilka tygodni wcześniej wydawało się niewyobrażalne. Operacja „Bagration” doprowadziła do rozbicia niemieckiej Grupy Armii „Środek”, front przesunął się gwałtownie na zachód, a przez Warszawę przechodziły oddziały niemieckie sprawiające wrażenie pobitych i wyczerpanych. W mieście narastało przekonanie, że okupacja dobiega końca. Docierały meldunki o walkach na przedpolach Pragi i o zbliżaniu się wojsk sowieckich do Wisły.

Jednocześnie nikt nie wiedział, co nastąpi dalej. Armia Czerwona mogła wkroczyć do Warszawy za kilka dni, ale równie dobrze jej ofensywa mogła zostać zatrzymana. Niemcy mogli opuścić stolicę albo zamienić ją w twierdzę. Meldunki napływające do Komendy Głównej Armii Krajowej były niepełne, często sprzeczne i szybko się dezaktualizowały. Decyzję trzeba było jednak podjąć natychmiast.

Dowództwo Armii Krajowej musiało uwzględnić kilka podstawowych faktów:

·         Armia Czerwona znajdowała się bardzo blisko Warszawy, a tempo jej ofensywy mogło sugerować, że wkroczenie do miasta nastąpi w ciągu kilku dni.

·         Stalin powołał już Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, tworząc alternatywny wobec rządu londyńskiego ośrodek przyszłej władzy.

·         Doświadczenia Wilna i innych miast pokazywały, że ujawniające się oddziały Armii Krajowej były przez Sowietów rozbrajane i aresztowane.

·         Armia Krajowa dysponowała dużą liczbą żołnierzy, ale dramatycznie niewystarczającą ilością broni i amunicji.

·         Powstanie mogło zakończyć się sukcesem jedynie wtedy, gdy walki trwałyby krótko i zakończyły się szybkim wejściem Armii Czerwonej do miasta.

·         Brak działania również oznaczał podjęcie decyzji politycznej, ponieważ mógł doprowadzić do przejęcia Warszawy przez podporządkowane Stalinowi struktury bez ujawnienia legalnych władz Polskiego Państwa Podziemnego.

To właśnie ostatni z tych punktów jest dziś często pomijany. Decyzja o rozpoczęciu Powstania nie była wyłącznie decyzją wojskową. Gdyby chodziło jedynie o porównanie potencjałów militarnych, odpowiedź byłaby stosunkowo prosta. Armia Krajowa nie była zdolna samodzielnie pokonać niemieckiego garnizonu ani prowadzić długotrwałych walk w wielkim mieście. Dowództwo doskonale zdawało sobie z tego sprawę.

Plan zakładał jednak coś innego. Powstańcy mieli opanować możliwie dużą część Warszawy i wystąpić wobec nadchodzącej Armii Czerwonej jako gospodarze miasta oraz przedstawiciele legalnego państwa polskiego. Miała to być przede wszystkim demonstracja polityczna, której celem było stworzenie faktu dokonanego przed wejściem Sowietów.

Dzisiaj wiemy, że Stalin nie zamierzał takiego faktu uznać. W lipcu 1944 roku można było to przewidywać, ale nie można było mieć całkowitej pewności. Nie było również wiadomo, jak zachowają się zachodni alianci, gdyby Armia Krajowa rzeczywiście opanowała Warszawę przed nadejściem wojsk sowieckich.

Z punktu widzenia Bora-Komorowskiego sytuacja przypominała pułapkę. Każda z możliwych decyzji niosła poważne ryzyko.

Można było nie rozpoczynać Powstania i oczekiwać na rozwój wydarzeń. Taka decyzja mogła ocalić tysiące istnień ludzkich oraz uchronić miasto przed zniszczeniem. Nie dawała jednak gwarancji, że Warszawa uniknie walk ani że struktury Polskiego Państwa Podziemnego przetrwają wejście Armii Czerwonej.

Można było również odłożyć decyzję o kilka dni. Pozornie wydaje się to rozwiązaniem najbardziej racjonalnym. Problem polegał jednak na tym, że wojna nie pozostawiała komfortu spokojnego oczekiwania. Jeżeli Armia Czerwona wkroczyłaby do miasta szybciej, Armia Krajowa utraciłaby możliwość wystąpienia jako gospodarz stolicy. Jeżeli natomiast Niemcy odkryliby przygotowania do Powstania, mogliby uprzedzić uderzenie i rozbić podziemne struktury.

Pozostawała trzecia możliwość – rozpoczęcie Powstania. Opierała się ona na kilku założeniach: że sowiecka ofensywa będzie kontynuowana, że Niemcy znajdują się w stanie głębokiego kryzysu, że walki potrwają najwyżej kilka dni i że opanowanie Warszawy przed nadejściem Armii Czerwonej będzie miało znaczenie polityczne dla przyszłości Polski. Każde z tych założeń wydawało się prawdopodobne. Problem polegał na tym, że wszystkie musiały jednocześnie okazać się prawdziwe.

To właśnie tutaj znajduje się istota sporu o decyzję z 31 lipca 1944 roku. Nie wystarczy zapytać, czy Powstanie zakończyło się katastrofą. Odpowiedź jest oczywista. Znacznie ważniejsze jest pytanie, czy decyzja o jego rozpoczęciu była nieracjonalna już w chwili jej podejmowania.

To nie jest to samo pytanie.

Dzisiaj dysponujemy wiedzą, której nie mieli ludzie zgromadzeni w kwaterze Komendy Głównej Armii Krajowej. Wiemy o rzezi Woli, sześćdziesięciu trzech dniach walk, zatrzymaniu Armii Czerwonej na linii Wisły, odmowie udostępnienia lotnisk alianckim samolotom oraz planowym niszczeniu Warszawy po kapitulacji.

31 lipca 1944 roku nikt tej wiedzy nie posiadał.

Nie oznacza to, że decyzję Bora-Komorowskiego należy uznać za słuszną. Można twierdzić, że dowództwo przeceniło tempo sowieckiej ofensywy, nie doceniło zdolności Wehrmachtu do odtworzenia obrony, zbyt optymistycznie oceniło napływające meldunki i podjęło ryzyko niewspółmierne do własnych możliwości wojskowych. Wszystkie te argumenty są poważne i zasługują na rzeczową analizę.

Nie należy jednak zastępować analizy historycznej moralnym wyrokiem wydanym z perspektywy osiemdziesięciu lat.

Historia zna wiele decyzji, które zakończyły się katastrofą, choć w chwili ich podejmowania wydawały się racjonalne. Zna również decyzje błędne, które dzięki zbiegowi okoliczności zakończyły się sukcesem. Sam rezultat nie zawsze przesądza więc o jakości decyzji.

Dlatego przed wydaniem ostatecznego wyroku na Bora-Komorowskiego warto spróbować znaleźć się na jego miejscu.

Jest 31 lipca 1944 roku. Armia Czerwona zbliża się do Warszawy. Stalin właśnie powołał własny ośrodek przyszłej władzy w Polsce. Wiesz już, co wydarzyło się w Wilnie. Niemcy cofają się, ale nadal dysponują ogromną przewagą ogniową. Większość Twoich żołnierzy nie ma broni. Jeżeli rozpoczniesz walkę zbyt wcześnie, możesz doprowadzić do katastrofy. Jeżeli rozpoczniesz ją zbyt późno, możesz utracić ostatnią szansę na polityczne zamanifestowanie niepodległości. Jeżeli nie rozpoczniesz jej wcale, być może ocalisz Warszawę, ale być może oddasz ją Stalinowi bez jakiejkolwiek próby obrony legalnego państwa polskiego.

Masz więc przed sobą trzy możliwości:

·         rozpocząć Powstanie;

·         jeszcze czekać;

·         nie rozpoczynać walki.

Którą z nich wybrałbyś, nie znając przyszłości?

Być może właśnie od tego pytania należy rozpoczynać każdą poważną rozmowę o Powstaniu Warszawskim. Nie od kultu, nie od potępienia i nie od prostych ocen formułowanych z perspektywy współczesnej wiedzy.

Najpierw trzeba zrozumieć sytuację, w której zapadła decyzja.

Dopiero później można ją osądzać.













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz