Bór-Komorowski tego
wszystkiego nie wiedział.
I właśnie od tego
należałoby zacząć każdą uczciwą rozmowę o decyzji podjętej 31 lipca 1944 roku.
Nie od ruin Warszawy i nie od późniejszych cmentarzy, ale od sytuacji, w której
znaleźli się ludzie zmuszeni do podjęcia jednej z najtrudniejszych decyzji w
historii Polski. Historia ma bowiem tę szczególną właściwość, że po latach
wszystko wydaje się prostsze. Znamy rezultat, dlatego łatwo uznajemy, że
powinien on być oczywisty również dla tych, którzy podejmowali decyzje wcześniej.
Tymczasem oni dysponowali jedynie meldunkami, mapami, własnym doświadczeniem
oraz bardzo ograniczonym czasem.
Spróbujmy więc na
chwilę zapomnieć o wszystkim, co wydarzyło się później, i przenieśmy się do
Warszawy w ostatnim dniu lipca 1944 roku.
Armia Czerwona
zbliżała się do miasta w tempie, które jeszcze kilka tygodni wcześniej wydawało
się niewyobrażalne. Operacja „Bagration” doprowadziła do rozbicia niemieckiej
Grupy Armii „Środek”, front przesunął się gwałtownie na zachód, a przez
Warszawę przechodziły oddziały niemieckie sprawiające wrażenie pobitych i
wyczerpanych. W mieście narastało przekonanie, że okupacja dobiega końca.
Docierały meldunki o walkach na przedpolach Pragi i o zbliżaniu się wojsk
sowieckich do Wisły.
Jednocześnie nikt nie
wiedział, co nastąpi dalej. Armia Czerwona mogła wkroczyć do Warszawy za kilka
dni, ale równie dobrze jej ofensywa mogła zostać zatrzymana. Niemcy mogli
opuścić stolicę albo zamienić ją w twierdzę. Meldunki napływające do Komendy
Głównej Armii Krajowej były niepełne, często sprzeczne i szybko się
dezaktualizowały. Decyzję trzeba było jednak podjąć natychmiast.
Dowództwo Armii
Krajowej musiało uwzględnić kilka podstawowych faktów:
·
Armia
Czerwona znajdowała się bardzo blisko Warszawy, a tempo jej ofensywy mogło sugerować,
że wkroczenie do miasta nastąpi w ciągu kilku dni.
·
Stalin
powołał już Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, tworząc alternatywny wobec
rządu londyńskiego ośrodek przyszłej władzy.
·
Doświadczenia
Wilna i innych miast pokazywały, że ujawniające się oddziały Armii Krajowej
były przez Sowietów rozbrajane i aresztowane.
·
Armia
Krajowa dysponowała dużą liczbą żołnierzy, ale dramatycznie niewystarczającą
ilością broni i amunicji.
·
Powstanie
mogło zakończyć się sukcesem jedynie wtedy, gdy walki trwałyby krótko i
zakończyły się szybkim wejściem Armii Czerwonej do miasta.
·
Brak
działania również oznaczał podjęcie decyzji politycznej, ponieważ mógł
doprowadzić do przejęcia Warszawy przez podporządkowane Stalinowi struktury bez
ujawnienia legalnych władz Polskiego Państwa Podziemnego.
To właśnie ostatni z tych punktów jest dziś często
pomijany. Decyzja o rozpoczęciu Powstania nie była wyłącznie decyzją wojskową.
Gdyby chodziło jedynie o porównanie potencjałów militarnych, odpowiedź byłaby
stosunkowo prosta. Armia Krajowa nie była zdolna samodzielnie pokonać
niemieckiego garnizonu ani prowadzić długotrwałych walk w wielkim mieście.
Dowództwo doskonale zdawało sobie z tego sprawę.
Plan zakładał jednak
coś innego. Powstańcy mieli opanować możliwie dużą część Warszawy i wystąpić
wobec nadchodzącej Armii Czerwonej jako gospodarze miasta oraz przedstawiciele
legalnego państwa polskiego. Miała to być przede wszystkim demonstracja
polityczna, której celem było stworzenie faktu dokonanego przed wejściem
Sowietów.
Dzisiaj wiemy, że
Stalin nie zamierzał takiego faktu uznać. W lipcu 1944 roku można było to
przewidywać, ale nie można było mieć całkowitej pewności. Nie było również
wiadomo, jak zachowają się zachodni alianci, gdyby Armia Krajowa rzeczywiście
opanowała Warszawę przed nadejściem wojsk sowieckich.
Z punktu widzenia
Bora-Komorowskiego sytuacja przypominała pułapkę. Każda z możliwych decyzji
niosła poważne ryzyko.
Można było nie
rozpoczynać Powstania i oczekiwać na rozwój wydarzeń. Taka decyzja mogła ocalić
tysiące istnień ludzkich oraz uchronić miasto przed zniszczeniem. Nie dawała
jednak gwarancji, że Warszawa uniknie walk ani że struktury Polskiego Państwa
Podziemnego przetrwają wejście Armii Czerwonej.
Można było również
odłożyć decyzję o kilka dni. Pozornie wydaje się to rozwiązaniem najbardziej
racjonalnym. Problem polegał jednak na tym, że wojna nie pozostawiała komfortu
spokojnego oczekiwania. Jeżeli Armia Czerwona wkroczyłaby do miasta szybciej,
Armia Krajowa utraciłaby możliwość wystąpienia jako gospodarz stolicy. Jeżeli
natomiast Niemcy odkryliby przygotowania do Powstania, mogliby uprzedzić
uderzenie i rozbić podziemne struktury.
Pozostawała trzecia
możliwość – rozpoczęcie Powstania. Opierała się ona na kilku założeniach: że
sowiecka ofensywa będzie kontynuowana, że Niemcy znajdują się w stanie
głębokiego kryzysu, że walki potrwają najwyżej kilka dni i że opanowanie
Warszawy przed nadejściem Armii Czerwonej będzie miało znaczenie polityczne dla
przyszłości Polski. Każde z tych założeń wydawało się prawdopodobne. Problem
polegał na tym, że wszystkie musiały jednocześnie okazać się prawdziwe.
To właśnie tutaj
znajduje się istota sporu o decyzję z 31 lipca 1944 roku. Nie wystarczy
zapytać, czy Powstanie zakończyło się katastrofą. Odpowiedź jest oczywista.
Znacznie ważniejsze jest pytanie, czy decyzja o jego rozpoczęciu była
nieracjonalna już w chwili jej podejmowania.
To nie jest to samo
pytanie.
Dzisiaj dysponujemy
wiedzą, której nie mieli ludzie zgromadzeni w kwaterze Komendy Głównej Armii
Krajowej. Wiemy o rzezi Woli, sześćdziesięciu trzech dniach walk, zatrzymaniu
Armii Czerwonej na linii Wisły, odmowie udostępnienia lotnisk alianckim
samolotom oraz planowym niszczeniu Warszawy po kapitulacji.
31 lipca 1944 roku
nikt tej wiedzy nie posiadał.
Nie oznacza to, że
decyzję Bora-Komorowskiego należy uznać za słuszną. Można twierdzić, że
dowództwo przeceniło tempo sowieckiej ofensywy, nie doceniło zdolności
Wehrmachtu do odtworzenia obrony, zbyt optymistycznie oceniło napływające
meldunki i podjęło ryzyko niewspółmierne do własnych możliwości wojskowych.
Wszystkie te argumenty są poważne i zasługują na rzeczową analizę.
Nie należy jednak
zastępować analizy historycznej moralnym wyrokiem wydanym z perspektywy
osiemdziesięciu lat.
Historia zna wiele
decyzji, które zakończyły się katastrofą, choć w chwili ich podejmowania
wydawały się racjonalne. Zna również decyzje błędne, które dzięki zbiegowi
okoliczności zakończyły się sukcesem. Sam rezultat nie zawsze przesądza więc o
jakości decyzji.
Dlatego przed wydaniem
ostatecznego wyroku na Bora-Komorowskiego warto spróbować znaleźć się na jego
miejscu.
Jest 31 lipca 1944
roku. Armia Czerwona zbliża się do Warszawy. Stalin właśnie powołał własny
ośrodek przyszłej władzy w Polsce. Wiesz już, co wydarzyło się w Wilnie. Niemcy
cofają się, ale nadal dysponują ogromną przewagą ogniową. Większość Twoich
żołnierzy nie ma broni. Jeżeli rozpoczniesz walkę zbyt wcześnie, możesz
doprowadzić do katastrofy. Jeżeli rozpoczniesz ją zbyt późno, możesz utracić ostatnią
szansę na polityczne zamanifestowanie niepodległości. Jeżeli nie rozpoczniesz
jej wcale, być może ocalisz Warszawę, ale być może oddasz ją Stalinowi bez
jakiejkolwiek próby obrony legalnego państwa polskiego.
Masz więc przed sobą
trzy możliwości:
·
rozpocząć
Powstanie;
·
jeszcze
czekać;
·
nie
rozpoczynać walki.
Którą z nich wybrałbyś, nie znając przyszłości?
Być może właśnie od
tego pytania należy rozpoczynać każdą poważną rozmowę o Powstaniu Warszawskim.
Nie od kultu, nie od potępienia i nie od prostych ocen formułowanych z
perspektywy współczesnej wiedzy.
Najpierw trzeba
zrozumieć sytuację, w której zapadła decyzja.
Dopiero później można
ją osądzać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz