Szukaj na tym blogu

wtorek, 28 lipca 2026

Geopolityka pewności

 



Obejrzałem najnowszy materiał Wojciecha Szewki i po raz kolejny doszedłem do wniosku, że największym problemem współczesnej geopolityki nie jest brak informacji. Jest nim nadmiar pewności siebie.

Żyjemy w epoce, w której informacji jest więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Satelity obserwują każdy port, media społecznościowe przekazują obrazy z pola walki niemal w czasie rzeczywistym, think tanki publikują dziesiątki raportów tygodniowo, a mimo to zrozumienie świata wydaje się coraz trudniejsze. Powód jest prosty. Dane nie zastępują myślenia, a liczba źródeł nie zastępuje metody.

Materiał Wojciecha Szewki jest pod tym względem znakomitym przykładem pewnego zjawiska. Wszystko brzmi przekonująco. Pojawiają się anonimowi urzędnicy, przecieki prasowe, wypowiedzi ekspertów, nazwiska polityków, nazwy operacji wojskowych, think tanków i instytucji. Widz ma poczucie uczestniczenia w tajnej odprawie sztabu generalnego. Problem polega na tym, że imponująca liczba informacji nie oznacza jeszcze, iż powstała analiza.

Najbardziej uderza sposób prowadzenia rozumowania. Kolejne fakty nie służą sprawdzeniu hipotezy. One mają ją potwierdzić. Jeżeli Trump podejmuje działania militarne – staje się to dowodem określonej tezy. Jeżeli ich nie podejmuje – również potwierdza tę samą tezę. Jeżeli negocjuje – znakomicie wpisuje się to w narrację. Jeżeli zrywa negocjacje – narracja pozostaje nienaruszona. W rezultacie trudno wskazać wydarzenie, które mogłoby tę konstrukcję podważyć.

A przecież właśnie możliwość obalenia własnej hipotezy odróżnia analizę od publicystyki.

Wojciech Szewko nie sprawia wrażenia człowieka, który szuka odpowiedzi. Bardziej przypomina adwokata własnej tezy. Dobry adwokat nie przedstawia wszystkich okoliczności sprawy, lecz wyłącznie te, które pomagają wygrać proces. W rezultacie widz otrzymuje nie analizę strategiczną, lecz znakomicie przygotowaną mowę końcową. Jest logiczna, płynna i przekonująca. Problem polega na tym, że druga strona nie została dopuszczona do głosu.

Historia uczy natomiast czegoś dokładnie odwrotnego. Prawie nigdy nie rozwija się zgodnie z najbardziej elegancką narracją. W sierpniu 1914 roku niemal wszyscy eksperci byli przekonani, że wojna zakończy się przed Bożym Narodzeniem. Wiosną 1940 roku wielu francuskich generałów wierzyło, że linia Maginota rozwiązała problem bezpieczeństwa Francji. W lutym 2022 roku nie brakowało specjalistów przekonanych, że Kijów upadnie w ciągu kilku dni. Nie byli głupcami. Padli ofiarą własnej pewności.

Dlatego analityk powinien przede wszystkim pielęgnować sceptycyzm wobec własnych wniosków. Powinien nieustannie zadawać sobie pytanie, jakie fakty mogłyby dowieść, że się myli. Jeżeli nie potrafi na nie odpowiedzieć, przestaje być analitykiem, a staje się kaznodzieją własnej teorii.

W geopolityce nie istnieją wyrocznie. Istnieją jedynie mniej lub bardziej prawdopodobne scenariusze. Kto przedstawia jeden z nich jako jedyny możliwy, ten przestaje opisywać rzeczywistość, a zaczyna ją upraszczać do granic wygody.

To właśnie dlatego z coraz większym dystansem podchodzę do internetowych komentatorów, którzy wiedzą zbyt wiele i zbyt stanowczo. Świat polityki międzynarodowej jest areną sprzecznych interesów, błędnych kalkulacji, dezinformacji i przypadku. Im bardziej ktoś przekonuje mnie, że wszystko układa się w jedną logiczną całość, tym bardziej podejrzewam, że oglądam nie analizę, lecz dobrze napisaną opowieść.

Bo największym grzechem analityka nie jest pomyłka. Największym grzechem jest przekonanie, że własna interpretacja nie wymaga już konfrontacji z rzeczywistością.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz