Przedwojenny Poryck (obecnie Pawliwka). Ulica prowadząca do kościoła parafialnego Świętej Trójcy, w którym 11 lipca 1943 r. podczas niedzielnej mszy oddziały UPA dokonały masakry polskich mieszkańców miasteczka. Źródło: archiwum przedwojennych fotografii Porycka.
Po wielu latach ocalała mieszkanka Porycka odnalazła swoją relację w książce Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945. Opisywała w niej wydarzenia z 11 lipca 1943 r., kiedy jako trzynastoletnia dziewczynka uczestniczyła we mszy świętej w miejscowym kościele.
Napad nie był całkowitym zaskoczeniem. Jeszcze przed rozpoczęciem sumy proboszcz parafii, ks. Bolesław Szawłowski, otrzymał ostrzeżenie od mieszkańca sąsiedniej Pawłówki o planowanym ataku. Informacja została przekazana wiernym, jednak wielu uznało, że nikt nie odważy się zaatakować kościoła podczas nabożeństwa. Podobne obawy miała również trzynastoletnia dziewczynka, która zauważyła uzbrojonych mężczyzn gromadzących się wokół świątyni. Próbowała przekonać swoją ciotkę, aby wróciły do domu, lecz ta postanowiła pozostać do końca nabożeństwa.
Kiedy obie wychodziły bocznym wyjściem od strony zakrystii, padły pierwsze strzały. Nie mając możliwości ucieczki, wróciły do wnętrza kościoła i schroniły się przy jednym z bocznych ołtarzy razem z pozostałymi wiernymi.
Napastnicy otoczyli świątynię i rozpoczęli ostrzał zgromadzonych. Następnie przystąpili do jej podpalenia. Jak zapamiętała świadek: „Bandyci nosili słomę pod ołtarz, nałożyli granaty i podpalili.” Wybuchy granatów i szybko rozprzestrzeniający się ogień wypełniły wnętrze dymem. Ludzie próbowali ratować się przed ogniem i kulami, szukając schronienia w różnych częściach kościoła.
Ci, którzy przeżyli pierwsze chwile ataku, wyważyli wejście do podziemi znajdujących się pod świątynią. Tam ukryli się, czekając, aż odgłosy walk ucichną. Napastnicy uznali, że wszyscy znajdujący się w kościele zginęli, i ruszyli dalej, mordując mieszkańców Porycka oraz okolicznych zabudowań. Ataki trwały również następnego dnia. W ciągu dwóch dni zginęło około 200–220 polskich mieszkańców miasteczka.
Dopiero po odejściu sprawców do kościoła zaczęli przybiegać mieszkańcy szukający swoich bliskich. Ostrzegali ocalałych, że napastnicy mogą wrócić i trzeba jak najszybciej opuścić miasteczko.
Świadek do końca życia zachowała obraz ostatnich chwil ataku: „Widziałam, jak bandyci stali w drzwiach od ołtarza i rzucali granatami, i strzelali.”
Masakra w Porycku była częścią skoordynowanej akcji przeprowadzonej 11 lipca 1943 r., określanej później mianem „krwawej niedzieli”. Tego dnia oddziały UPA, wspierane przez miejscowe bojówki, zaatakowały jednocześnie dziesiątki polskich miejscowości w powiatach horochowskim i włodzimierskim. Jednym z głównych celów były kościoły, w których na niedzielnych mszach gromadziła się polska ludność. Dzięki równoczesnym uderzeniom sprawcy wykorzystali element zaskoczenia, a liczba ofiar tego jednego dnia należała do najwyższych podczas całej zbrodni wołyńskiej.
Źródło: Relacja Adaminy Czaban, ocalałej z masakry w Porycku, opracowanie własne autora na podstawie relacji świadka opublikowanej w zbiorze Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz