Szukaj na tym blogu

niedziela, 5 lipca 2026

Ostatnia niedziela w Rogowiczach

 














Okolice Rogowicz na Wołyniu. Zachowane przedwojenne fotografie Horochowa i okolic dobrze oddają krajobraz oraz zabudowę regionu, w którym znajdowała się kolonia Rogowicze.


Do lipca 1943 r. rodzina mieszkała w kolonii Rogowicze w gminie Chorów, w powiecie horochowskim. Gospodarstwo prowadzone przez Aleksandra obejmowało także młyn. Jeden z synów pracował jako kowal, córka Jadwiga była nauczycielką, a drugi syn, Aleksander, pełnił funkcję sekretarza gminy. Rodzina żyła w przekonaniu, że dobre relacje z ukraińskimi sąsiadami zapewnią jej bezpieczeństwo. Choć z okolicy docierały wiadomości o napadach na polskie rodziny, zapewnienia sąsiadów sprawiły, że nie zdecydowali się na ucieczkę.

W jedną z lipcowych niedziel 1943 r., po powrocie z nabożeństwa w Łokaczach, wszyscy spotkali się w rodzinnym domu. Rozmawiali o tym, czy pozostać na miejscu, czy przenieść się do Łokacz, gdzie działał oddział samoobrony. Ojciec wyszedł do gospodarstwa, a pozostali zostali w domu.

Niedługo później do środka weszło trzech uzbrojonych mężczyzn. Zażądali dokumentów i zabrali portfele. Następnie kazali wszystkim rozebrać się do bielizny i powiedzieli: „Polskie mordy, to już koniec z wami, musicie zginąć, nie ma tu dla was miejsca.” Domowników zapędzili do pokoju. Kiedy Jadwiga nie wykonała ich polecenia, została uderzona kolbą karabinu. W powstałym zamieszaniu jeden z braci wykorzystał chwilę nieuwagi napastników i wyskoczył przez okno. Oddano za nim kilka strzałów, ale zdołał uciec.

Biegł polami w kierunku Łokacz. Po drodze był ostrzeliwany jeszcze przez grupę uzbrojonych mężczyzn jadących furmanką z pobliskiej wsi Markowicze. Po przeprawieniu się przez rzekę dotarł do Łokacz i powiadomił o napadzie innych Polaków. Następnego dnia, w asyście niemieckiego patrolu policji, wrócił do rodzinnego domu, aby pochować najbliższych.

W domu na podłodze widoczne były ślady krwi, ale ciał nie było. Dopiero ukraiński sąsiad wskazał miejsce, w którym zostały ukryte. Zwłoki znajdowały się w gnojowniku, przysypane gnojem i słomą. Wszystkie ofiary miały rany postrzałowe zadane od tyłu – w głowę i plecy.

Ojciec, który podczas napadu pracował w polu, widział z oddali otoczony dom i słyszał strzały. Dostrzegł również uciekającego syna, ale nie mógł już pomóc pozostałym członkom rodziny. Po wydobyciu ciał bliscy zostali pochowani. Z gospodarstwa zabrano tylko wcześniej ukryte rzeczy, po czym rodzina opuściła Rogowicze. Był to ich ostatni pobyt w rodzinnym domu.

źródło: Relacja ocalałego mieszkańca kolonii Rogowicze, opracowanie własne na podstawie materiału opublikowanego przez Stowarzyszenie Kresowian Kędzierzyn-Koźle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz