Przy nabrzeżu stoi „Elemka”, pięciomasztowy szkuner należący do Ligi Morskiej i Kolonialnej. Na fotografii prezentuje się znakomicie. Wysoki kadłub, pięć masztów i sylwetka prawdziwego oceanicznego żaglowca pozwalają uwierzyć, że za chwilę odbije od brzegu i popłynie ku Afryce albo Ameryce Południowej. Zdjęcie nie pokazuje jednak tego, co w historii „Elemki” było najważniejsze: ciągłych awarii, przeciekającego kadłuba i rachunków za kolejne remonty.
Nazwa statku nie miała w sobie niczego egzotycznego. „Elemka” była po prostu fonetycznym zapisem skrótu LMK, czyli Ligi Morskiej i Kolonialnej. Organizacja ta pragnęła przekonać Polaków, że państwo posiadające dostęp do Bałtyku nie może poprzestać na plaży, kilku kutrach rybackich i uroczystym obchodzeniu Święta Morza. Polska miała budować porty, rozwijać handel zamorski, szkolić marynarzy i pojawić się na oceanach. Niektóre z tych planów były rozsądne i potrzebne, inne wyprzedzały możliwości państwa, a jeszcze inne ocierały się o fantazję. „Elemka” mieściła w sobie po trochu wszystkie te cechy.
Żaglowiec nie był nowy. Zbudowano go w Kanadzie w 1918 roku jako statek towarowy „Cap Nord”. Powstał w wojennym pośpiechu, z niezbyt dobrze przygotowanego drewna, a jego dalsze losy stanowiły długą serię zmian właścicieli, awarii i nieudanych prób wykorzystania. Przez kilka lat jednostka stała w Kilonii, aż w 1934 roku zainteresowała się nią Liga Morska i Kolonialna. Cena była wyjątkowo korzystna, co zwykle powinno skłaniać do zadawania pytań. W tym przypadku najwyraźniej uznano jednak, że okazja jest tak dobra, iż lepiej nie psuć jej nadmierną dociekliwością.
Już podróż do Polski pokazała, z jakim nabytkiem Liga ma do czynienia. Podczas sztormu zawiódł silnik, kotwica nie utrzymała statku, a żaglowiec musiał korzystać z pomocy holowników. Zamiast rozpocząć efektowną służbę pod polską banderą, „Elemka” trafiła do remontu. W maju 1935 roku uroczyście oddano ją do użytku, po czym wysłano w rejs do Aleksandrii i Jafy. Wyprawa miała dowieść, że Polska potrafi prowadzić handel zamorski i zaznaczyć swoją obecność na odległych rynkach. Udowodniła przede wszystkim, że statku nie należało kupować.
„Elemka” przeciekała, jej napęd sprawiał problemy, a koszty rosły szybciej niż korzyści. Po powrocie do Gdyni służyła głównie jako zacumowana baza szkoleniowa dla młodzieży. W 1938 roku Liga sprzedała żaglowiec, zamykając jeden z najbardziej niefortunnych rozdziałów swoich morskich przedsięwzięć.
Najłatwiej byłoby zakończyć tę historię stwierdzeniem, że „Elemka” była symbolem polskiej megalomanii. Byłoby to jednak zbyt proste. Liga dokonała złego zakupu, lecz sama ambicja, aby Polska posiadała flotę handlową, szkoliła marynarzy i wychodziła ze swoim handlem poza Bałtyk, nie była niedorzeczna. W tym samym czasie powstawała przecież Gdynia, która również wydawała się przedsięwzięciem przekraczającym możliwości biednego i dopiero odbudowującego się państwa. Różnica polegała na tym, że Gdynię zbudowano dobrze, natomiast „Elemkę” kupiono tanio.
Na fotografii żaglowiec nadal wygląda dostojnie. Aparat fotograficzny bywa dla historii równie uprzejmy jak propaganda: pokazuje maszty, banderę i oceaniczne marzenia, lecz dyskretnie pomija przeciekający kadłub. „Elemka” pozostała więc pamiątką po Polsce, która chciała wypłynąć na szerokie wody, ale tym razem przed wypłynięciem zapomniała dokładnie obejrzeć statek.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz