Jezioro Vidraru jest ogromnym zbiornikiem zaporowym utworzonym w latach sześćdziesiątych XX wieku na rzece Argeș. Budowa zapory była jednym z wielkich przedsięwzięć infrastrukturalnych ówczesnej Rumunii, a jej rozmiary rzeczywiście robiły wrażenie. Betonowa zapora łukowa osiągnęła wysokość 166 metrów i w chwili ukończenia należała do najwyższych konstrukcji tego rodzaju w Europie. Państwa komunistyczne szczególnie lubiły takie przedsięwzięcia, ponieważ beton doskonale nadawał się do udowadniania wyższości ustroju. Natura, jak zwykle, nie została zaproszona do dyskusji.
Trzeba jednak uczciwie przyznać, że efekt jest imponujący. Jezioro wcina się głęboko pomiędzy zalesione karpackie zbocza i w wielu miejscach wygląda tak naturalnie, że łatwo zapomnieć, iż jeszcze kilkadziesiąt lat temu go tutaj nie było. Dopiero widok potężnej zapory przypomina, że spokojna tafla wody jest rezultatem jednego z największych rumuńskich przedsięwzięć hydrotechnicznych XX wieku.
Dodatkową atrakcją jest położenie Vidraru przy słynnej Trasie Transfogaraskiej, która sama w sobie jest osobnym pomnikiem rumuńskiej historii. Droga przecinająca Karpaty powstała już w czasach Nicolae Ceaușescu, a decyzję o jej budowie podjęto po radzieckiej inwazji na Czechosłowację w 1968 roku. Rumuński dyktator, który wówczas ostentacyjnie potępił interwencję państw Układu Warszawskiego, chciał dysponować trasą umożliwiającą szybkie przemieszczanie wojsk przez góry w przypadku podobnego zagrożenia dla Rumunii.
Historia wykazała się tutaj swoim charakterystycznym poczuciem humoru. Ceaușescu budował przez Karpaty strategiczną drogę z myślą o wojsku i obronie państwa, natomiast pół wieku później największe kolumny pojazdów tworzą na niej motocykliści, samochody turystów i ludzie poszukujący odpowiedniego miejsca do zrobienia zdjęcia. Dyktator planował przejazd czołgów, tymczasem znacznie skuteczniej od rumuńskiej armii Trasę Transfogaraską wykorzystał Instagram.
Samo Vidraru przypomina przy tym o pewnym paradoksie wielkich inwestycji pozostawianych przez systemy autorytarne. Powstawały jako demonstracja potęgi państwa i jego przywódców, wymagały ogromnego wysiłku oraz nierzadko ludzkich ofiar, ale po upadku systemu tracą swoje pierwotne znaczenie propagandowe i zaczynają należeć do zupełnie innego świata. Ludzie przyjeżdżający dzisiaj nad Vidraru nie zastanawiają się nad sukcesami socjalistycznej industrializacji, lecz patrzą na wodę, góry i wijącą się pomiędzy nimi drogę.
Można zresztą budować zapory, przebijać tunele, wysadzać skały i prowadzić asfalt przez miejsca, które wcześniej wydawały się niedostępne. Można również stawiać pomniki własnej potęgi i być przekonanym, że właśnie zmienia się historię. Historia ma jednak paskudny zwyczaj samodzielnego decydowania o tym, co z takich ambicji pozostanie.
Ceaușescu i jego Rumunia należą już do przeszłości, podczas gdy jezioro Vidraru nadal leży pomiędzy karpackimi zboczami, a nad nim biegnie jedna z najbardziej niezwykłych dróg Europy. Patrząc na ten krajobraz, trudno więc nie dojść do wniosku, że jezioro przetrwało system, który je stworzył, i – co dla tamtego systemu byłoby zapewne szczególnie przykre – prezentuje się od niego zdecydowanie lepiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz