Mieszkańcy Warszawy wznoszą barykadę w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego, sierpień 1944 r. Autor fotografii: nieznany. Źródło: Muzeum Powstania Warszawskiego / Wikimedia Commons. Status prawny: Public Domain (PD-Poland).
Wśród wszystkich mitów narosłych wokół Powstania Warszawskiego jeden powraca z wyjątkową regularnością. Głosi on, że tragedii Warszawy można było łatwo zapobiec, wystarczyło tylko nie wydać rozkazu do walki. Ta teza brzmi rozsądnie, ale tylko wtedy, gdy patrzymy na wydarzenia z perspektywy współczesnej wiedzy. W rzeczywistości jest ona jednym z największych uproszczeń w polskiej historiografii.
Rozpoczynając taką dyskusję, warto najpierw odpowiedzieć na pytanie, co właściwie oznacza stwierdzenie, że Powstania „można było uniknąć”. Czy chodzi o to, że nie doszłoby do walk ulicznych? To prawdopodobne. Czy oznacza to jednak, że Warszawa uniknęłaby tragedii? To już zupełnie inna kwestia.
Pod koniec lipca 1944 roku sytuacja militarna i polityczna zmieniała się z dnia na dzień. Armia Czerwona po operacji „Bagration” dotarła do Wisły, Niemcy przygotowywali Warszawę do obrony, a Stalin ogłosił już powstanie Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. W mieście działały dziesiątki tysięcy żołnierzy Armii Krajowej, których konspiracja mogła zostać zdekonspirowana przez niemiecki rozkaz stawienia się około stu tysięcy mężczyzn do robót fortyfikacyjnych. Dowództwo Polskiego Państwa Podziemnego nie obserwowało tych wydarzeń z bezpiecznej odległości. Musiało na nie reagować.
Zwolennicy tezy o możliwości uniknięcia Powstania najczęściej zakładają, że brak walk oznaczałby zachowanie miasta, ocalenie ludności i uniknięcie strat. Tego rodzaju rozumowanie opiera się jednak na założeniu, którego nie sposób udowodnić. Nie istnieje żaden dokument świadczący o tym, że Niemcy zamierzali pozostawić Warszawę nienaruszoną, jeżeli Armia Krajowa nie podjęłaby walki. Przeciwnie, przygotowania do obrony miasta oraz doświadczenia innych obszarów frontu wskazują, że stolica miała dla Wehrmachtu ogromne znaczenie strategiczne.
Jeszcze bardziej problematyczne jest założenie, że bez Powstania Polska zachowałaby większą swobodę polityczną po wkroczeniu Armii Czerwonej. Wystarczy spojrzeć na wydarzenia w Wilnie po operacji „Ostra Brama”. Tam również Armia Krajowa współdziałała z Sowietami przeciw Niemcom, a mimo to po zakończeniu walk polscy oficerowie zostali aresztowani, a struktury Polskiego Państwa Podziemnego rozbite. Stalin nie potrzebował Powstania Warszawskiego, aby rozpocząć likwidację niepodległościowego podziemia. Była to część jego planu wobec całej Polski.
Często pomija się również psychologiczny wymiar decyzji podejmowanych latem 1944 roku. Dowódcy Armii Krajowej nie wiedzieli, że ofensywa Armii Czerwonej zatrzyma się na wiele tygodni. Nie mogli przewidzieć przyszłych decyzji Stalina ani skali niemieckiego terroru po wybuchu walk. Dysponowali jedynie informacjami dostępnymi w tamtym momencie i na ich podstawie oceniali, że zwłoka może oznaczać utratę ostatniej szansy na wystąpienie wobec wkraczających Sowietów jako gospodarze własnej stolicy.
Nie oznacza to, że decyzja o rozpoczęciu Powstania była jedyną możliwą ani że była wolna od błędów. Historia nie zna decyzji doskonałych. Nie można jednak twierdzić, że istniała prosta droga prowadząca do ocalenia Warszawy. Każdy z możliwych wariantów oznaczał poważne ryzyko militarne, polityczne i społeczne.
Paradoks polega na tym, że przeciwnicy Powstania często przedstawiają własny scenariusz jako jedyną racjonalną alternatywę, choć jest on oparty na przypuszczeniach równie trudnych do udowodnienia jak przewidywania dowódców Armii Krajowej z lipca 1944 roku. Historia alternatywna może być użytecznym narzędziem analizy, ale nie może zastępować faktów.
Dlatego największym mitem dotyczącym Powstania Warszawskiego nie jest przekonanie o jego bohaterstwie ani o jego tragedii. Jest nim wiara, że istniał prosty sposób, aby całej tej tragedii uniknąć. W rzeczywistości latem 1944 roku Polska znalazła się między dwoma totalitaryzmami. Każda decyzja oznaczała ogromne koszty. Powstanie było próbą ocalenia politycznej podmiotowości państwa w chwili, gdy o jego przyszłości decydowano już nie w Warszawie, lecz w Berlinie, Moskwie i Londynie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz