Szukaj na tym blogu

niedziela, 9 sierpnia 2026

Dlaczego Niemcy bali się Bora-Komorowskiego

 















GGen. Tadeusz Bór-Komorowski (1895–1966), Komendant Główny Armii Krajowej i dowódca Powstania Warszawskiego. Dla władz III Rzeszy nie był przywódcą lokalnego buntu, lecz dowódcą największej podziemnej armii w okupowanej Europie. Fotografia wykonana podczas Powstania Warszawskiego, sierpień 1944 r. Autor: nieznany. Źródło: Muzeum Powstania Warszawskiego / Wikimedia Commons. Status prawny: Public Domain (PD-Poland).

W powojennej Polsce generał Tadeusz Bór-Komorowski stał się jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci naszej historii. Przez dziesięciolecia propaganda komunistyczna przedstawiała go jako nieudolnego dowódcę, romantyka oderwanego od rzeczywistości, a nawet człowieka odpowiedzialnego za zagładę Warszawy. Trudno jednak pogodzić ten obraz z jednym prostym faktem. Niemcy nie traktowali go jak nieudacznika. Przeciwnie – uważali go za przeciwnika na tyle groźnego, że poświęcili przeciwko niemu znaczne siły i najwyższych rangą dowódców.

Jest to paradoks, nad którym rzadko się zastanawiamy. Jeśli Bór-Komorowski był rzeczywiście tak niekompetentnym dowódcą, jak twierdzono przez lata, dlaczego Hitler osobiście interesował się Powstaniem Warszawskim? Dlaczego do jego stłumienia skierowano Ericha von dem Bacha, jednego z najbardziej doświadczonych dowódców SS? Dlaczego Heinrich Himmler uznał Powstanie za wydarzenie o znaczeniu wykraczającym daleko poza lokalny bunt?

Odpowiedź jest prostsza, niż mogłoby się wydawać. Niemcy doskonale rozumieli, że walczą nie tylko z oddziałami Armii Krajowej. Walczyli z legalnym przedstawicielem państwa polskiego. Armia Krajowa była największą organizacją podziemną w okupowanej Europie. Dysponowała własnym dowództwem, strukturami administracyjnymi, sądownictwem i łącznością. Bór-Komorowski nie był dowódcą partyzanckiego oddziału. Był komendantem sił zbrojnych Polskiego Państwa Podziemnego.

To właśnie dlatego wybuch Powstania wywołał w Berlinie tak gwałtowną reakcję. Gdyby Warszawa została opanowana przez Armię Krajową jeszcze przed wkroczeniem Armii Czerwonej, oznaczałoby to spektakularny sukces polityczny rządu polskiego na uchodźstwie. W samym środku Europy pojawiłoby się wyzwolone miasto kontrolowane przez legalne władze Rzeczypospolitej. Dla Hitlera był to scenariusz nie do zaakceptowania.

Znamienne są słowa Heinricha Himmlera wypowiedziane po wybuchu Powstania. Miał on stwierdzić, że Warszawa musi zostać zniszczona, ponieważ stanowi przykład, który może zachęcić inne narody do buntu. Trudno o lepszy dowód, że Niemcy postrzegali Powstanie nie jako lokalny incydent, lecz jako zagrożenie dla całego systemu okupacyjnego.

Jeszcze ciekawsze jest to, jak Niemcy oceniali samego Bora-Komorowskiego. Po wojnie wielokrotnie przytaczano wypowiedź Himmlera, który miał powiedzieć:

„Jaka szkoda, że my, Niemcy, nie mamy takich generałów Borów.”

Historycy dyskutują nad dokładnym brzmieniem tej wypowiedzi, jednak jej sens dobrze oddaje sposób, w jaki niemieckie dowództwo postrzegało przeciwnika. Trudno wyobrazić sobie, aby podobne słowa padły pod adresem człowieka uważanego za nieudolnego.

Nie oznacza to oczywiście, że Bór-Komorowski nie popełniał błędów. Każdy dowódca je popełnia. Można dyskutować nad oceną jego decyzji z końca lipca 1944 roku, nad optymizmem dotyczącym tempa sowieckiej ofensywy czy nad oceną możliwości alianckiej pomocy. Są to jednak pytania o trafność decyzji strategicznych, a nie o odwagę czy kompetencje dowódcy.

Warto również zwrócić uwagę na sposób, w jaki Niemcy prowadzili rozmowy po kapitulacji Powstania. Von dem Bach traktował Bora-Komorowskiego jak dowódcę regularnej armii, a nie jak przywódcę „bandytów”, jak propaganda III Rzeszy określała partyzantów w innych krajach. Dzięki temu żołnierze Armii Krajowej zostali uznani za jeńców wojennych zgodnie z konwencjami międzynarodowymi. Było to ogromne osiągnięcie, które uratowało życie tysiącom powstańców.

Paradoks polega na tym, że po wojnie ocena Bora-Komorowskiego okazała się często surowsza w Polsce niż wśród jego niemieckich przeciwników. Propaganda Polski Ludowej potrzebowała symbolu „nieodpowiedzialnego Londynu”, dlatego odpowiedzialność za tragedię Warszawy starano się skoncentrować na dowódcy Armii Krajowej. Tymczasem niemieckie dokumenty i wspomnienia pokazują obraz znacznie bardziej złożony. Wróg traktował go z szacunkiem, ponieważ wiedział, że walczy z przeciwnikiem reprezentującym realną siłę polityczną i wojskową.

Być może właśnie dlatego warto dziś spojrzeć na Bora-Komorowskiego bez emocji. Nie jako na bohatera pozbawionego wad ani jako na jedynego winnego tragedii Warszawy. Historia rzadko jest tak prosta. Człowiek, którego przez dziesięciolecia oskarżano niemal o wszystko, był jednocześnie dowódcą, którego Niemcy uznawali za przeciwnika na tyle groźnego, że przeciwko niemu skierowali całą potęgę aparatu represji III Rzeszy.

To nie zwalnia go z odpowiedzialności za własne decyzje. Pokazuje jednak coś znacznie ważniejszego. O wartości dowódcy często najlepiej świadczy nie opinia jego zwolenników, lecz szacunek, jaki budzi u przeciwnika. W przypadku Bora-Komorowskiego ten szacunek był wyraźnie widoczny. I właśnie dlatego warto zadać pytanie nie tylko o to, jakie błędy popełnił, ale również dlaczego jego niemieccy przeciwnicy traktowali go z taką powagą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz