Gdy w Polsce rozpoczyna się dyskusja o Powstaniu Warszawskim, nazwisko generała Tadeusza Bora-Komorowskiego niemal zawsze pojawia się jako synonim błędnej decyzji. W wielu publikacjach przedstawia się go jako człowieka, który z własnej woli rzucił stolicę do beznadziejnej walki, skazując ją na zagładę. Taki obraz jest jednak znacznie prostszy od rzeczywistości i dlatego łatwo zdobywa popularność. Historia rzadko bywa jednak tak jednoznaczna.
Bór-Komorowski rzeczywiście ponosi odpowiedzialność za wydanie rozkazu rozpoczęcia Powstania. Był dowódcą Armii Krajowej i to on zatwierdził decyzję. Nie oznacza to jednak, że był jedynym jej autorem ani że działał w oderwaniu od sytuacji politycznej i wojskowej. Rozkaz zapadł po długich naradach Komendy Głównej AK, pod ogromną presją szybko zmieniających się wydarzeń na froncie oraz w przekonaniu, że Armia Czerwona w ciągu kilku dni wkroczy do Warszawy. Tak oceniali sytuację nie tylko polscy dowódcy, lecz również wielu zachodnich obserwatorów.
Najczęściej zapomina się również o tym, w jakim położeniu znajdowała się Polska pod koniec lipca 1944 roku. Niemcy wycofywali się na wszystkich frontach, Armia Czerwona stała nad Wisłą, a Stalin ogłosił już powstanie Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. Dla Polskiego Państwa Podziemnego oznaczało to, że walka o niepodległość wkracza w decydującą fazę. Dowództwo AK nie wybierało między spokojem a wojną. Wybierało między różnymi wariantami katastrofy.
Łatwo powiedzieć po osiemdziesięciu latach, że należało zrezygnować z Powstania. Znacznie trudniej odpowiedzieć na pytanie, co wydarzyłoby się wtedy w Warszawie. Czy Niemcy zrezygnowaliby z przekształcenia miasta w twierdzę? Czy Stalin uznałby legalne władze Rzeczypospolitej? Czy Armia Krajowa zachowałaby zdolność działania po wejściu Armii Czerwonej? Na żadne z tych pytań nie można udzielić odpowiedzi twierdzącej.
Paradoks polega na tym, że generał Bór-Komorowski był krytykowany zarówno przez przeciwników Powstania, jak i przez część jego zwolenników. Jedni zarzucali mu, że wydał rozkaz zbyt wcześnie, inni – że zbyt późno. Krytykowano go za rozpoczęcie walki, ale także za podpisanie kapitulacji. W praktyce przypisano mu odpowiedzialność niemal za każdy tragiczny aspekt Powstania.
Tymczasem decyzja z 31 lipca 1944 roku była rezultatem działania całego systemu dowodzenia Armii Krajowej. Istotną rolę odgrywali między innymi generał Leopold Okulicki oraz generał Tadeusz Pełczyński, którzy należeli do głównych zwolenników rozpoczęcia walk w Warszawie. Sam Bór-Komorowski jeszcze w połowie lipca oceniał szanse powodzenia powstania sceptycznie, jednak wraz z napływem kolejnych informacji uznał, że zwłoka może oznaczać utratę możliwości wystąpienia przeciw Niemcom przed wkroczeniem Sowietów.
Nie można również zapominać, że po wojnie ocena Bora-Komorowskiego została silnie naznaczona propagandą Polski Ludowej. W pierwszych latach PRL przedstawiano go jako symbol „awanturnictwa londyńskiego”, obciążając go niemal pełną odpowiedzialnością za tragedię miasta. Taki obraz utrwalił się w części opinii publicznej i do dziś wpływa na sposób prowadzenia debaty historycznej. Dopiero późniejsza historiografia zaczęła szerzej analizować proces podejmowania decyzji oraz polityczne uwarunkowania Powstania, odchodząc od prostego wskazywania jednego winnego.
Nie oznacza to, że decyzji Bora-Komorowskiego nie wolno krytykować. Historia nie jest hagiografią. Każda decyzja dowódcy wojskowego powinna podlegać ocenie. Rzetelna ocena wymaga jednak uwzględnienia wiedzy dostępnej w chwili podejmowania decyzji, a nie tej, którą znamy dzisiaj. Generał nie wiedział, że Armia Czerwona zatrzyma ofensywę na przedpolach Warszawy na wiele tygodni. Nie wiedział również, że alianci zachodni okażą się bezsilni wobec polityki Stalina.
Dlatego twierdzenie, że Bór-Komorowski „zniszczył Warszawę”, jest historycznym uproszczeniem. Miasto zniszczyły niemieckie oddziały wykonujące rozkazy Hitlera, a polityczne warunki tej tragedii stworzyła również postawa Związku Sowieckiego. Dowódca Armii Krajowej ponosi odpowiedzialność za jedną z najtrudniejszych decyzji w historii Polski, ale nie można obarczać go odpowiedzialnością za wszystkie wydarzenia, które nastąpiły później.
Historia Powstania Warszawskiego nie potrzebuje kolejnych mitów – ani tych budujących bezkrytyczny kult jego dowódców, ani tych czyniących z Bora-Komorowskiego jedynego winnego narodowej tragedii. Jeżeli chcemy zrozumieć rok 1944, musimy odejść od poszukiwania jednego kozła ofiarnego i spojrzeć na dramat Warszawy jako na rezultat decyzji podejmowanych jednocześnie w Warszawie, Berlinie, Moskwie i Londynie. Dopiero wtedy postać generała Bora-Komorowskiego odzyskuje właściwe proporcje – nie jako bohatera bez skazy ani jako głównego sprawcy klęski, lecz jako dowódcy zmuszonego do wyboru w sytuacji, w której każde rozwiązanie mogło prowadzić do tragedii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz