Niemieckie Brennkommando podczas planowego niszczenia Warszawy, 1944 r. Podpalacze z Technische Nothilfe przy ul. Leszno 22 i 24. Autor fotografii nieznany. Źródło: Warszawa 1945, Warszawa 1985 / Wikimedia Commons. Status prawny: Public Domain.
W sporze o Powstanie Warszawskie od kilkudziesięciu lat dokonuje się osobliwe przesunięcie odpowiedzialności. Dyskutujemy o tym, czy Bór-Komorowski powinien był wydać rozkaz rozpoczęcia walk, czy „Monter” prawidłowo oceniał sytuację na froncie, czy należało poczekać kilka dni i czy można było przewidzieć zachowanie Stalina. Wszystkie te pytania są zasadne i powinny pozostać przedmiotem historycznej dyskusji, ponieważ decyzja o rozpoczęciu Powstania nie może zostać wyłączona spod krytycznej oceny tylko dlatego, że zakończyło się ono heroiczną walką. Problem zaczyna się jednak w chwili, gdy z dyskusji o odpowiedzialności za decyzję z 31 lipca przechodzimy niepostrzeżenie do odpowiedzialności za wymordowanie mieszkańców i zniszczenie miasta. Są to dwie zupełnie różne kwestie, których mieszanie prowadzi do zasadniczego zafałszowania historii. Rozkaz rozpoczęcia Powstania wydali Polacy, natomiast rozkaz mordowania mieszkańców Warszawy i zniszczenia stolicy wydali Niemcy.
Można uważać decyzję Bora-Komorowskiego za błędną. Można twierdzić, że dowództwo Armii Krajowej przeceniło szybkość sowieckiego natarcia, nie doceniło niemieckiej zdolności do obrony Warszawy i zbyt optymistycznie oceniało możliwość uzyskania pomocy ze strony zachodnich aliantów. Można nawet dojść do wniosku, że Powstanie było militarnie skazane na klęskę i że przy istniejącej dysproporcji uzbrojenia nie powinno zostać rozpoczęte. Żaden z tych argumentów nie prowadzi jednak logicznie do wniosku, że polskie dowództwo odpowiada za wymordowanie mieszkańców Woli, zabijanie pacjentów warszawskich szpitali czy późniejsze systematyczne burzenie miasta. Za te czyny odpowiadają ludzie, którzy wydali odpowiednie rozkazy, oraz ci, którzy je wykonywali.
Reakcja Hitlera na wiadomość o wybuchu Powstania nie sprowadzała się przecież do wydania wojskowego polecenia odzyskania kontroli nad stolicą. Warszawa miała zostać ukarana i zniszczona, ponieważ dla Hitlera i Himmlera była czymś więcej niż punktem na mapie operacyjnej. Pozostawała stolicą państwa, które Niemcy zaatakowali w 1939 roku, oraz centrum polskiego oporu przez cały okres okupacji. Wybuch Powstania potraktowano jako sposobność do ostatecznego rozprawienia się zarówno z mieszkańcami, jak i z samym miastem. Himmler widział w tym nawet historyczną okazję do usunięcia Warszawy jako politycznego i narodowego ośrodka Polski. Nie chodziło zatem wyłącznie o pokonanie Armii Krajowej, lecz o terror, który miał być karą za sam fakt podjęcia oporu.
Konsekwencje tej decyzji pojawiły się niemal natychmiast. 5 sierpnia rozpoczęła się Rzeź Woli, podczas której oddziały podlegające Heinzowi Reinefarthowi, w tym ludzie Oskara Dirlewangera, dokonywały masowych mordów na ludności cywilnej. Ginęli ludzie wyciągani z mieszkań, pacjenci szpitali, lekarze, pielęgniarki, duchowni, kobiety i dzieci. Egzekucje odbywały się na podwórzach, terenach fabrycznych i ulicach, a ich ofiarami nie byli przypadkowi ludzie trafieni podczas wymiany ognia, lecz mieszkańcy zabijani celowo. W ciągu kilku dni zamordowano dziesiątki tysięcy osób, czyniąc z Woli miejsce jednej z największych jednorazowych masakr ludności cywilnej dokonanych przez Niemców podczas II wojny światowej.
To rozróżnienie jest fundamentalne dla uczciwej oceny Powstania. Śmierć cywila trafionego pociskiem podczas walk ulicznych jest tragiczną konsekwencją prowadzenia wojny w wielkim mieście, natomiast wyprowadzenie rodziny z domu i rozstrzelanie jej pod murem jest świadomie popełnioną zbrodnią. Próba wpisania obu tych wydarzeń do jednej kategorii „ofiar decyzji o Powstaniu” zaciera różnicę między skutkiem działań wojennych a zaplanowanym mordem. Możemy więc pytać, czy dowództwo AK powinno było przewidzieć, że rozpoczęcie walk narazi ludność na ogromne niebezpieczeństwo, ale jest czymś zupełnie innym stwierdzenie, że dowództwo AK odpowiada za decyzję Niemców o mordowaniu tej ludności.
Jeszcze wyraźniej widać to po kapitulacji Powstania. 2 października 1944 roku podpisano układ o zaprzestaniu działań wojennych, a powstańcy zaczęli składać broń. Gdyby zniszczenie Warszawy było jedynie konsekwencją walk prowadzonych w gęsto zabudowanym mieście, wraz z zakończeniem walk powinno zakończyć się również jego niszczenie. Stało się dokładnie odwrotnie. Po wypędzeniu mieszkańców Niemcy przystąpili do systematycznego burzenia opuszczonej stolicy, wykorzystując specjalne oddziały podpalające i saperskie. Niszczenie trwało już wtedy, gdy nie istniały barykady wymagające zdobycia, nie strzelali powstańcy i nie trzeba było przełamywać żadnej obrony.
Ten okres jest szczególnie ważny, ponieważ usuwa wszelkie wątpliwości dotyczące intencji okupanta. Niemcy wysadzali i podpalali budynki nie dlatego, że wymagała tego sytuacja militarna, lecz dlatego, że Warszawa miała przestać istnieć. Niszczeniu podlegały zabytki, biblioteki, archiwa, kościoły, pałace i zwykłe domy mieszkalne. Jeżeli ktoś podpala budynek podczas walki, można jeszcze zastanawiać się, czy wymagała tego sytuacja na polu bitwy. Jeżeli robi to kilka tygodni po zakończeniu walk, kiedy mieszkańcy zostali już wypędzeni, argument o konieczności wojskowej przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Pozostaje planowe niszczenie miasta.
Warszawa zajmowała szczególne miejsce w niemieckiej polityce wobec Polski już od początku okupacji. Była centrum życia politycznego, intelektualnego i konspiracyjnego, a zarazem miastem, które pomimo terroru pozostawało symbolem ciągłości państwa polskiego. Niemcy doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Dlatego zniszczenie Warszawy miało znaczenie nie tylko wojskowe, lecz także symboliczne. Z powierzchni ziemi miała zniknąć stolica narodu, którego istnienie polityczne narodowy socjalizm zamierzał trwale przekreślić. Powstanie stworzyło Hitlerowi pretekst do realizacji tej polityki w najbardziej radykalnej postaci, ale pretekst nie jest tym samym co odpowiedzialność za podjętą decyzję.
Nie oznacza to oczywiście zwolnienia dowództwa Armii Krajowej z odpowiedzialności za własne działania. Bór-Komorowski odpowiada za decyzję o rozpoczęciu walki i historyk ma pełne prawo pytać, czy decyzja ta była właściwa. „Monter” odpowiada za swoje oceny sytuacji wojskowej, a Delegatura Rządu i kierownictwo Polskiego Państwa Podziemnego mogą być oceniane pod względem politycznym. Możemy dyskutować, czy ich kalkulacje były realistyczne i czy ryzyko ponoszone przez ludność cywilną zostało właściwie ocenione. Nie wydali jednak rozkazu mordowania dzieci na Woli, nie polecili zabijania pacjentów szpitali, nie organizowali masowych egzekucji i nie kierowali oddziałami systematycznie palącymi Warszawę po zakończeniu walk.
Podobnie należy oddzielić odpowiedzialność niemiecką od roli Stalina. Jego postawa wobec Powstania zasługuje na osobną i bardzo surową ocenę, ponieważ Związek Sowiecki był największym politycznym beneficjentem tragedii Warszawy. Stalin pozwolił Niemcom zniszczyć najważniejszy ośrodek polskiej niepodległości i osłabić Armię Krajową, aby kilka miesięcy później wkroczyć do miasta w sytuacji znacznie korzystniejszej dla realizacji własnych planów politycznych. Nie oznacza to jednak, że należy zacierać różnicę między cyniczną polityką Kremla a bezpośrednim sprawstwem niemieckich zbrodni. Stalin wykorzystał zagładę Warszawy, natomiast Niemcy jej dokonywali.
Warto przy tym zauważyć osobliwy paradoks współczesnej pamięci historycznej. Im więcej czasu upływa od Powstania, tym częściej na symbolicznej ławie oskarżonych sadza się Bora-Komorowskiego, podczas gdy nazwiska ludzi rzeczywiście odpowiedzialnych za masowe zbrodnie pozostają znacznie mniej rozpoznawalne. Erich von dem Bach, Heinz Reinefarth czy Oskar Dirlewanger są dla przeciętnego odbiorcy historii postaciami znacznie mniej znanymi niż dowódca Armii Krajowej. Tymczasem jeżeli rozmawiamy nie o decyzji rozpoczęcia Powstania, ale właśnie o zagładzie Warszawy, hierarchia zainteresowania powinna wyglądać dokładnie odwrotnie.
Szczególnie wymowny pozostaje przypadek Reinefartha. Człowiek dowodzący siłami uczestniczącymi w Rzezi Woli nie tylko uniknął po wojnie odpowiedzialności za zbrodnie popełnione w Warszawie, ale zrobił karierę polityczną w Republice Federalnej Niemiec. Został burmistrzem Westerlandu na wyspie Sylt, a następnie deputowanym do parlamentu krajowego Szlezwiku-Holsztynu. Zmarł w 1979 roku jako wolny człowiek. Jest coś głęboko niewłaściwego w sytuacji, w której po kilkudziesięciu latach więcej emocji potrafi wzbudzić pytanie o winę polskiego generała niż odpowiedzialność człowieka dowodzącego oddziałami mordującymi mieszkańców Woli.
Można i należy dyskutować o decyzji rozpoczęcia Powstania, ponieważ historia pozbawiona sporów zamienia się w legendę albo pomnik. Nie wolno jednak mylić krytycznej analizy z odwróceniem odpowiedzialności. Dowództwo Armii Krajowej podjęło decyzję, która doprowadziła do rozpoczęcia walk w Warszawie i której konsekwencje powinny podlegać ocenie. Niemieckie kierownictwo podjęło jednak odrębną decyzję, że odpowiedzią na te walki będzie terror wobec ludności, masowe egzekucje, wypędzenie mieszkańców, a następnie zniszczenie miasta. Pierwsza decyzja pozostaje przedmiotem historycznego sporu, druga była świadomą zbrodnią.
Dlatego gdy pytamy, kto odpowiada za zagładę Warszawy, odpowiedź nie wymaga skomplikowanych konstrukcji historiozoficznych ani przerzucania odpowiedzialności pomiędzy kolejnymi uczestnikami wydarzeń. Za decyzję o rozpoczęciu Powstania odpowiadają ci, którzy ją podjęli, za polityczne wykorzystanie jego klęski odpowiada Stalin, natomiast za Rzeź Woli, masowe mordowanie ludności cywilnej, wypędzenie mieszkańców oraz systematyczne niszczenie Warszawy odpowiada III Rzesza i ludzie wykonujący jej rozkazy. Możemy więc nadal spierać się o Bora-Komorowskiego, sens Powstania i to, co wydarzyłoby się, gdyby 1 sierpnia 1944 roku nie padł rozkaz rozpoczęcia walk. Nie powinniśmy natomiast zacierać odpowiedzi na znacznie prostsze pytanie: kto mordował mieszkańców Warszawy i kto po zakończeniu Powstania niszczył ich miasto. Odpowiedzialność za tę część tragedii Warszawy była niemiecka i żadna ocena błędów polskiego dowództwa tego faktu nie zmienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz