Szukaj na tym blogu

czwartek, 6 sierpnia 2026

Von dem Bach – człowiek, który miał zniszczyć stolicę

 

















SS-Obergruppenführer Erich von dem Bach podczas Powstania Warszawskiego. Jako dowódca niemieckich sił od 5 sierpnia 1944 r. odpowiadał za operację stłumienia Powstania Warszawskiego i realizację rozkazów wydanych przez Adolfa Hitlera i Heinricha Himmlera. Po kapitulacji prowadził negocjacje z dowództwem Armii Krajowej. Fotografia z 1944 r. Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna (Public Domain).

W historii Powstania Warszawskiego nazwiska Hitlera i Himmlera pojawiają się niemal zawsze. Znacznie rzadziej pamięta się o człowieku, który miał ich rozkazy wprowadzić w życie. Był nim SS-Obergruppenführer Erich von dem Bach-Zelewski – dowódca wyznaczony do stłumienia Powstania i podporządkowania sobie wszystkich niemieckich sił walczących w Warszawie. To właśnie on stał się twarzą operacji, której celem było nie tylko pokonanie Armii Krajowej, lecz także zniszczenie polskiej stolicy.

Paradoks tej postaci zaczyna się jednak znacznie wcześniej. Trudno znaleźć w historii II wojny światowej drugiego wysokiego funkcjonariusza SS, którego życiorys tak wyraźnie przypominałby dramat człowieka odcinającego się od własnych korzeni. Erich von dem Bach urodził się bowiem jako Erich Julius Eberhard von Zelewski w Lęborku, w rodzinie wywodzącej się z kaszubskiego rodu Żelewskich. Jego matka, Elżbieta Szymańska, pochodziła z polskiej rodziny z Torunia. W domu rodzinnym obecne były zarówno tradycje niemieckie, jak i kaszubsko-polskie. Dla mieszkańców Pomorza końca XIX wieku nie było to niczym niezwykłym – narodowa tożsamość często pozostawała bardziej złożona, niż chcieliby to widzieć późniejsi propagandyści.

Czy można więc powiedzieć, że człowiek odpowiedzialny za tłumienie Powstania Warszawskiego był Polakiem? Nie. Byłoby to równie nieprawdziwe, jak twierdzenie, że Fryderyk Chopin był Francuzem tylko dlatego, że jego ojciec pochodził z Lotaryngii. Pochodzenie nie jest tym samym co tożsamość. Von Zelewski bardzo wcześnie i całkowicie utożsamił się z niemieckim nacjonalizmem. Walczył przeciwko Polakom, związał się z ruchem narodowosocjalistycznym i zrobił błyskawiczną karierę w SS. Nie był człowiekiem rozdwojonym między dwoma narodami. Świadomie wybrał jedną stronę.

Co więcej, zrobił wszystko, aby zatrzeć ślady własnego pochodzenia. W 1925 roku do nazwiska dodał człon „von dem Bach”, który miał podkreślać jego rzekomo bardziej niemieckie korzenie. Kilkanaście lat później uznał jednak, że nawet nazwisko „Zelewski” brzmi zbyt słowiańsko. W 1940 roku uzyskał zgodę Heinricha Himmlera na jego całkowite usunięcie i odtąd oficjalnie występował już jako Erich von dem Bach. Był to gest nie tylko administracyjny, lecz przede wszystkim ideologiczny. W państwie budującym swoją legitymację na teorii „czystości rasowej” polsko brzmiące nazwisko najwyższego dowódcy SS mogło budzić niewygodne pytania.

Ta historia ma w sobie coś głęboko ironicznego. Nazistowski aparat państwowy, obsesyjnie poszukujący „czystości krwi”, wyniósł na jedno z najwyższych stanowisk człowieka, który sam uważał za konieczne ukrywanie własnych kaszubskich i polskich korzeni. Ideologia III Rzeszy okazała się mniej ważna od fanatycznej lojalności wobec Hitlera.

To właśnie tego człowieka Hitler wysłał do Warszawy. Von dem Bach nie był przypadkowym oficerem. Wcześniej dowodził operacjami antypartyzanckimi na okupowanych terenach Związku Sowieckiego, gdzie zdobył doświadczenie w prowadzeniu bezwzględnych działań przeciwko ludności cywilnej. W strukturach SS uchodził za specjalistę od tłumienia oporu. Gdy 1 sierpnia 1944 roku wybuchło Powstanie Warszawskie, Hitler potrzebował właśnie takiego dowódcy.

5 sierpnia von dem Bach objął dowództwo nad wszystkimi siłami niemieckimi walczącymi w Warszawie. Przejął kontrolę nad jednostkami Wehrmachtu, SS, policji oraz formacjami Heinza Reinefartha i Oskara Dirlewangera. Rozkaz, który miał wykonać, był jednoznaczny. Warszawa miała zostać zniszczona, a jej mieszkańcy wymordowani. Nie był autorem tego planu – decyzję podjęli Hitler i Himmler – lecz od chwili objęcia dowództwa odpowiadał za jego realizację.

Wokół jego roli narosło wiele mitów. Po wojnie próbował przedstawiać siebie jako człowieka, który powstrzymał najgorsze okrucieństwa. Faktem jest, że już po kilku dniach walk ograniczył masowe egzekucje kobiet i dzieci, uznając je za wojskowo niecelowe. Nie uczynił tego jednak z powodów humanitarnych. Doszedł do wniosku, że rabunki i mordy dezorganizują działania bojowe oraz wzmacniają opór powstańców. Była to chłodna kalkulacja wojskowa, a nie przebudzenie sumienia.

Nie zmienia to jego odpowiedzialności za zbrodnie popełnione podczas Powstania. Rzeź Woli, masowe egzekucje ludności cywilnej, wypędzenie setek tysięcy mieszkańców oraz planowe niszczenie miasta odbywały się pod jego dowództwem. Nawet jeśli część zbrodni rozpoczęła się jeszcze przed jego przyjazdem, od 5 sierpnia 1944 roku był najwyższym niemieckim dowódcą odpowiedzialnym za operację przeciw Warszawie.

Po kapitulacji Powstania prowadził rozmowy z generałem Tadeuszem Borem-Komorowskim. To właśnie jego podpis znalazł się pod dokumentami kończącymi walki. Paradoks historii polega na tym, że człowiek odpowiedzialny za tłumienie Powstania występował jednocześnie jako partner negocjacji wojskowych. Dzięki uznaniu żołnierzy Armii Krajowej za kombatantów udało się uniknąć ich masowej egzekucji, ale nie zmniejsza to odpowiedzialności von dem Bacha za wcześniejsze wydarzenia.

Po wojnie uniknął ekstradycji do Polski. Zeznawał jako świadek podczas procesu norymberskiego, obciążając wielu dawnych współpracowników. Ostatecznie został skazany w Republice Federalnej Niemiec za zbrodnie popełnione jeszcze przed wybuchem wojny, nigdy natomiast nie poniósł odpowiedzialności karnej za Powstanie Warszawskie.

Biografia Ericha von dem Bacha jest przypomnieniem, że historia nie daje się zamknąć w prostych narodowych schematach. Człowiek wywodzący się z kaszubsko-polskiego pogranicza stał się jednym z najwyższych dowódców SS i jednym z głównych wykonawców rozkazu zniszczenia Warszawy. Nie dlatego, że był Polakiem czy Niemcem z pochodzenia, lecz dlatego, że świadomie wybrał ideologię narodowego socjalizmu i podporządkował jej całe swoje życie.

Jest w tym gorzka lekcja historii. Pochodzenie nie determinuje ani bohaterstwa, ani zbrodni. Ostatecznie o człowieku nie decyduje nazwisko ani rodowód, lecz wybory, których dokonuje. Von dem Bach urodził się jako Żelewski, ale zapisał się w historii nie jako przedstawiciel kaszubskiego rodu, lecz jako jeden z ludzi odpowiedzialnych za zagładę Warszawy. To właśnie ten wybór, a nie jego genealogia, pozostaje jego prawdziwym historycznym dziedzictwem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz