
Maniów leży przy bieszczadzkiej drodze prowadzącej z Komańczy w stronę Cisnej, w dolinie Osławy, pomiędzy Wolą Michową a Żubraczem. Niewiele pozostało po dawnej wsi, która przed wojną należała administracyjnie do gminy Wola Michowa w powiecie leskim województwa lwowskiego. Według danych ze spisu z 1921 roku znajdowało się tutaj 68 domów zamieszkanych przez 392 osoby. Zdecydowaną większość mieszkańców stanowili grekokatolicy, ale żyli tutaj również rzymscy katolicy i Żydzi. Była to jedna z tych niewielkich bieszczadzkich miejscowości, w których narodowość, religia i sąsiedztwo tworzyły skomplikowaną układankę, zanim wojna zaczęła rozrywać ją kawałek po kawałku.
Dla polskich mieszkańców Maniowa najgorszy dzień nadszedł 18 września 1944 roku. Front niemiecko-sowiecki przesunął się już na zachód, ale nie oznaczało to końca zagrożenia. Do miejscowej leśniczówki dotarli członkowie UPA. Zginęło tam osiem osób, w tym pięcioro dzieci. Zbrodnia została odnotowana zarówno w opracowaniach dotyczących działalności ukraińskich nacjonalistów w województwie lwowskim, jak i w lokalnej dokumentacji oraz na tablicy znajdującej się na zbiorowej mogile ofiar.
Nazwiska zabitych są znane. Zamordowano 63-letnią Magdalenę Stachurę oraz 39-letnią Agnieszkę Wesołkin wraz z jej czternastoletnią córką Stefanią. Pozostałych pięć ofiar należało do rodziny Olszańskich. Zginęła 29-letnia Anna Olszańska i jej czworo dzieci: ośmioletnia Maria, sześcioletni Zbigniew, czteroletni Zygmunt oraz dziewięciomiesięczna Genowefa. Takie dane podają zarówno dokumentacja mogiły w Maniowie, jak i opracowanie Jerzego Tarnawskiego poświęcone wydarzeniom z 18 września 1944 roku.
Ta lista wymaga podkreślenia, ponieważ w różnych zestawieniach dotyczących zbrodni pojawiały się odmienne informacje o wieku dzieci. Zachowany imienny wykaz pozwala przyjąć jako najbardziej wiarygodne następujące dane: Maria miała osiem lat, Zbigniew sześć, Zygmunt cztery, a Genowefa dziewięć miesięcy. Nie była więc dziesięcioletnia córka i nie było dwóch synów w wieku sześciu i ośmiu lat, jak podają niektóre późniejsze zestawienia. Była matka z czworgiem dzieci, z których najstarsze miało osiem lat, a najmłodsze nie ukończyło pierwszego roku życia.
Najważniejszym opracowaniem dotyczącym tej zbrodni pozostaje monumentalna praca Szczepana Siekierki, Henryka Komańskiego i Krzysztofa Bulzackiego Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939–1947. W dokumentacji dotyczącej Maniowa wskazywana jest strona 393 tej książki. Sama publikacja jest bibliograficznie pewna: została wydana we Wrocławiu w 2006 roku przez Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów i liczy 1269 stron.
Istotnym uzupełnieniem jest relacja Mariana Wesołkina, wykorzystana później przez Jerzego Tarnawskiego. Z jej rekonstrukcji wynika, że grupa UPA przybyła do Maniowa od strony Balnicy. Wesołkin znalazł się w bezpośrednim niebezpieczeństwie, ale znał język ukraiński i próbował uchodzić za Ukraińca. Pomógł mu również miejscowy ukraiński gospodarz, pozwalając mu przyłączyć się do ludzi kopiących ziemniaki. Wesołkin wykorzystał sposobność, aby oddalić się od napastników, a następnie uciekł do lasu na Kiczerze. Dopiero później dowiedział się, co stało się z ludźmi pozostającymi w leśniczówce.
Ten fragment historii Maniowa jest szczególnie ważny, ponieważ chroni opowieść o zbrodni przed prostym utożsamieniem sprawców z całą miejscową społecznością ukraińską. Mord został dokonany przez członków ukraińskiego podziemia nacjonalistycznego, natomiast miejscowy Ukrainiec pomógł Polakowi uniknąć śmierci. W realiach polsko-ukraińskiego konfliktu podobne przypadki nie zmieniają charakteru działalności OUN-UPA, ale przypominają, że odpowiedzialność za zbrodnię należy przypisywać jej sprawcom i organizacjom, do których należeli, a nie automatycznie wszystkim ludziom określonej narodowości.
Nie ma również potrzeby wzmacniania opisu Maniowa szczegółami dotyczącymi szczególnego okrucieństwa, których nie potwierdzają najmocniejsze dostępne źródła. Dokumentacja miejsca pochówku mówi o ośmiu osobach zastrzelonych podczas napadu UPA na leśniczówkę. Wystarczy spojrzeć na wiek ofiar, aby zrozumieć charakter tej zbrodni. Wśród zabitych nie było uzbrojonego oddziału, policjantów ani ludzi poległych podczas walki. Były trzy dorosłe kobiety i pięcioro dzieci, w tym dziewięciomiesięczne niemowlę.
W szerszej perspektywie mord w Maniowie należał do przemocy, która po kulminacji rzezi wołyńskiej przeniosła się na południe i zachód. W 1944 roku polska ludność na obszarze przedwojennego województwa lwowskiego oraz na terenach bieszczadzkich stawała się celem kolejnych ataków ukraińskiego podziemia nacjonalistycznego. Nie wszędzie mordowano setki ludzi i nie każda miejscowość została całkowicie zniszczona. Niekiedy wystarczało zabicie jednej rodziny, kilku sąsiadów albo pracowników leśniczówki, aby reszta Polaków zrozumiała, że pozostanie oznacza ryzyko śmierci.
Tak stało się w Maniowie. Po zbrodni polskie rodziny zaczęły opuszczać wieś, szukając bezpieczeństwa między innymi w rejonie Sanoka i Zagórza. Osiem zabitych osób było więc nie tylko ośmioma indywidualnymi ofiarami. Ich śmierć stanowiła komunikat skierowany do pozostałych Polaków, a terror spełniał swoją funkcję właśnie wtedy, gdy nie trzeba było już zabijać następnych mieszkańców, ponieważ uciekali sami.
W przypadku Maniowa istnieje jeszcze jedna rozbieżność źródłowa, której nie należy ukrywać. Materiał Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie, opisujący mordy na polskiej ludności i pracownikach leśnych w Bieszczadach, mówi o dziewięciu osobach zabitych 18 września w gajówce w Maniowie. Imienna lista zachowana na mogile oraz rekonstrukcja Tarnawskiego zawierają jednak osiem nazwisk. Dopóki nie zostanie wskazana dziewiąta osoba, bardziej przekonujący pozostaje imienny wykaz ośmiu ofiar niż ogólna liczba dziewięciu występująca w jednym z późniejszych opracowań.
Maniów nie stał się symbolem takim jak Huta Pieniacka czy dziesiątki wołyńskich miejscowości, w których jednego dnia ginęły setki ludzi. Właśnie dlatego łatwo przeoczyć jego historię. Statystyka ośmiu zabitych niknie w zestawieniach obejmujących dziesiątki tysięcy ofiar, ale po zamianie liczby na nazwiska wygląda zupełnie inaczej: Magdalena Stachura, Agnieszka i Stefania Wesołkin oraz Anna, Maria, Zbigniew, Zygmunt i Genowefa Olszańscy.
Najmłodsza była Genowefa. Miała dziewięć miesięcy i nie mogła mieć żadnego związku z polską administracją, wojskiem, policją ani działalnością polityczną. Nie mogła być również przeciwnikiem jakiegokolwiek projektu narodowego. Jeżeli historia Maniowa potrzebuje pointy, znajduje się ona właśnie na tablicy nad wspólnym grobem, ponieważ spośród ośmiu nazwisk pięć należy do dzieci, a ostatnie do dziewczynki, która zdążyła przeżyć zaledwie dziewięć miesięcy.
Bibliografia
Siekierka, Szczepan, Henryk Komański, Krzysztof Bulzacki, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939–1947, Wydawnictwo Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów, Wrocław 2006, s. 393, ISBN 83-85865-17-9. Dane wydawnicze publikacji potwierdza katalog Biblioteki Instytutu Pileckiego. Katalog Biblioteki Instytutu Pileckiego
Tarnawski, Jerzy, „Pamiętny dzień. 18 września 1944 roku”, Verbum. Tekst zawiera rekonstrukcję wydarzeń w Maniowie, imienny wykaz ośmiu ofiar oraz wykorzystuje relację Mariana Wesołkina opublikowaną wcześniej w „Gazecie Sanockiej”. Tekst Jerzego Tarnawskiego w „Verbum”
Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Krośnie, „Tragiczny sierpień 1944 roku w Bieszczadach”, materiał dotyczący zbrodni UPA na ludności polskiej i pracownikach leśnych w Bieszczadach; źródło podaje dla Maniowa dziewięć ofiar, co pozostaje w sprzeczności z imiennym wykazem ośmiu osób. Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Krośnie
„Cmentarz w Maniowie”, dokumentacja zachowanej zbiorowej mogiły ośmiu Polaków zamordowanych 18 września 1944 roku podczas napadu UPA na leśniczówkę; zawiera nazwiska i wiek pochowanych osób. Dokumentacja mogiły w Maniowie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz