Szukaj na tym blogu

środa, 9 września 2026

Mao nie umarł. Mao czeka



9 września 1976 roku Mao Zedong przeniósł się do Marksa. Ciało Wielkiego Sternika pozostało jednak w Pekinie i do dzisiaj można je oglądać w mauzoleum na placu Tian’anmen. Jest w tym pewna konsekwencja, ponieważ Mao również za życia znajdował się jednocześnie w kilku miejscach: w Zhongnanhai, w Czerwonej książeczce, na ścianie, na znaczku przypiętym nad sercem, w pieśni, w gazecie, w szkole, w fabryce i przede wszystkim w głowie każdego Chińczyka, który wiedział, że jedno niewłaściwe słowo może radykalnie zmienić jego miejsce zamieszkania.

Można by sądzić, że po pięćdziesięciu latach Mao powinien być dla Chińczyków mniej więcej tym, czym Stalin jest dla Rosjan albo Robespierre dla Francuzów: wielką, krwawą postacią historii, o którą można się spierać, lecz której raczej nie stawia się na domowym ołtarzyku. Tymczasem Mao pozostaje postacią szczególną. Partia, która po jego śmierci porzuciła znaczną część jego gospodarczych pomysłów, nigdy nie porzuciła samego Mao. Oficjalnie rewolucję kulturalną uznano za katastrofę, ale jej główny sprawca nadal spogląda z bramy Tian’anmen. Dzisiejsze Chiny budują swoją potęgę przy użyciu mechanizmów gospodarczych, które Wielki Sternik zapewne uznałby za triumf „kroczących drogą kapitalistyczną”, a wszystko to odbywa się pod jego portretem.

Nie jest to jednak sprzeczność tak wielka, jak się wydaje. Mao przestał być wyłącznie człowiekiem i ideologiem, a stał się znakiem. Podczas rewolucji kulturalnej proces ten przybrał formy niemal religijne. Czerwona książeczka nabrała cech świętego tekstu, organizowano rytuały lojalności, wyznawano przewinienia przed portretem przewodniczącego, a jego wizerunek noszony na piersi mógł pełnić funkcję politycznego talizmanu. Wyprodukowano miliardy znaczków z Mao i nie każdy nosił je dlatego, że kochał przewodniczącego. Niektórzy nosili je zapewne z tego samego powodu, dla którego rozsądny człowiek podczas burzy nie stoi pod najwyższym drzewem.

Ten religijny charakter kultu miał również swoją teologię cudów. Mao Zedong Thought miała wyjaśniać nie tylko politykę, lecz niemal wszystko. Oficjalna propaganda przedstawiała przypadki ludzi, których lektura dzieł przewodniczącego uzbrajała duchowo do przezwyciężania bólu, choroby i kalectwa. Wang Yu-chang, żołnierz lotnictwa, po utracie nogi otrzymał protezę, a propaganda oznajmiła, że to wielka myśl Mao pozwoliła mu pokonać cierpienie i ponownie stanąć na nogach. Protezę wykonał zapewne jakiś technik, ale technik nie nadawał się na przedmiot kultu, dlatego zasługę otrzymała myśl przewodniczącego.

W medycynie sprawa bywała jeszcze bardziej osobliwa. Maoistowska ideologia miała pomagać również w leczeniu chorób psychicznych, których źródeł potrafiono doszukiwać się w niewłaściwym światopoglądzie, stosunku do własności prywatnej czy niedostatecznym zrozumieniu walki klasowej. Na szczęście obok reedukacji ideologicznej pozostawiano czasem zioła, akupunkturę i środki uspokajające, dzięki czemu pacjent miał pewną szansę przeżyć spotkanie z dialektyką materialistyczną. Badania nad medycyną okresu rewolucji kulturalnej pokazują zresztą coś niezwykle rozsądnego: kiedy naprawdę trzeba było kogoś wyleczyć, chłopi znacznie bardziej cenili lekarza, który umiał leczyć, niż tego, który posiadał właściwe pochodzenie klasowe. Organizm ludzki okazał się bowiem wyjątkowo oporny na propagandę.

Najważniejsza funkcja Mao nie polegała jednak na leczeniu złamanych nóg ani dusz skażonych burżuazyjnym rewizjonizmem. Wielki Sternik stał się wspomnieniem tego, co może się wydarzyć, kiedy normalne reguły społeczne zostają zawieszone w imię politycznej czystości. W czasie rewolucji kulturalnej wystarczyło znaleźć się po niewłaściwej stronie walki frakcyjnej, otrzymać niewłaściwą etykietę albo zostać uznanym za przedstawiciela „czarnych elementów”, aby stracić stanowisko, wolność, zdrowie, a czasami życie. Mao nie musiał osobiście pojawiać się w szkole czy urzędzie. Jego portret wystarczał, ponieważ każdy wiedział, jaki system symbolizuje.

Nauczyciele wiedzieli to szczególnie dobrze. W sierpniu 1966 roku uczennice elitarnej pekińskiej szkoły pobiły na śmierć zastępczynię dyrektora Bian Zhongyun. Jednym z zarzutów wobec niej było nawet to, że podczas instruktażu na wypadek trzęsienia ziemi nie wykazała odpowiedniego entuzjazmu wobec pomysłu ratowania wiszącego w szkole portretu Mao. Europejski nauczyciel może się obawiać, że uczeń założy mu kosz na głowę. Chiński pedagog podczas rewolucji kulturalnej miał poważniejsze powody do niepokoju, ponieważ uczniowie uzbrojeni w właściwą linię polityczną potrafili zdecydować, że głowa nauczyciela jest elementem starego świata wymagającym likwidacji.

Nie należy przy tym przedstawiać Czerwonej Gwardii jako bandy urodzonych sadystów. Właśnie wtedy stracilibyśmy z oczu najbardziej przerażającą lekcję rewolucji kulturalnej. Byli wśród nich zwyczajni uczniowie i studenci, którzy jeszcze niedawno chodzili do szkoły, słuchali rodziców i przygotowywali się do egzaminów. System dostarczył im języka, wskazał wroga, zdjął część normalnych ograniczeń moralnych i przekonał, że przemoc może być formą politycznej cnoty. Kiedy państwo zrobi człowiekowi taką przysługę, nie trzeba już produkować potworów. Wystarczą normalni ludzie przekonani, że właśnie wykonują dobro.

Jeszcze straszniejszy przykład dało Guangxi, gdzie podczas rewolucji kulturalnej dochodziło nie tylko do mordów, lecz także do aktów kanibalizmu wobec ludzi uznanych za wrogów klasowych. Nie była to metafora wymyślona przez antykomunistycznego felietonistę. Zheng Yi opisał te wydarzenia na podstawie dokumentów i rozmów ze świadkami, a późniejsze opracowania potwierdziły zasadniczy obraz przemocy, w której uczestniczyli także lokalni działacze partyjni. Rewolucja, która miała stworzyć nowego człowieka, w niektórych miejscach doprowadziła do sytuacji, w której nowy człowiek zjadał starego. Trudno o bardziej dosłowne urzeczywistnienie walki klas.

Dlatego współczesny kult Mao można odczytać również jako niezwykły mechanizm oswajania pamięci. Oczywiście nie każdy Chińczyk patrzący na jego portret przeżywa traumę Wielkiego Skoku czy rewolucji kulturalnej, a młodsze pokolenia znają tamte czasy przede wszystkim poprzez oficjalnie filtrowaną historię. Mao pozostaje też dla wielu symbolem zjednoczenia kraju, zwycięstwa rewolucji i odzyskania przez Chiny pozycji państwa, któremu obce mocarstwa nie mogą już dyktować warunków. Właśnie dlatego jego symboliczna siła przetrwała gospodarcze odrzucenie maoizmu. Partia może potępiać katastrofalne skutki poszczególnych kampanii, ale nie może bezpiecznie wyrzucić za burtę człowieka, od którego wyprowadza własną legitymację. Dzisiejsza KPCh nadal czci więc przywódcę, którego część polityki sama uznała za ciężki błąd.

Jest w tym również coś starszego od komunizmu. W tradycyjnych kulturach człowiek nie zawsze oddawał cześć istocie nadprzyrodzonej dlatego, że ją kochał. Czasami składał ofiarę właśnie temu demonowi, którego najbardziej się obawiał, aby pozostawić go w spokoju. Kult Mao można czytać podobnie, oczywiście jako metaforę, a nie dosłowny opis współczesnych praktyk Chińczyków. Wielki Sternik jest jednocześnie ojcem państwa, rewolucyjnym świętym i przypomnieniem katastrofy, której nikt rozsądny nie chciałby przeżyć ponownie.

Dlatego jego zabalsamowane ciało nadal leży w samym sercu Pekinu, a portret wisi nad bramą prowadzącą do dawnego cesarskiego miasta. Mao osiągnął po śmierci coś, czego nie udało mu się osiągnąć nawet za życia: pogodził kapitalistę z komunistą, chłopa z mandarynem, miliardera z robotnikiem i partyjnego sekretarza z przedsiębiorcą. Wszyscy mogą się różnić w niemal każdej sprawie, lecz istnieje doświadczenie historyczne, wobec którego różnice stają się mniej istotne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz