Kowel na Wołyniu – dworzec kolejowy, 1917 r. Wierzbiczno, w którym we wrześniu 1943 r. doszło do mordu na polskich mieszkańcach, należało do powiatu kowelskiego. Fot. K.u.k. Kriegspressequartier, Lichtbildstelle – Wien. Źródło: Österreichische Nationalbibliothek / Wikimedia Commons. Domena publiczna, Public Domain Mark 1.0.
Wierzbiczno w powiecie kowelskim było wsią przede wszystkim ukraińską, ale mieszkało tam również kilkanaście polskich rodzin, a obok znajdował się polski majątek. Przed wojną sąsiedztwo nie układało się według prostego podziału, w którym po jednej stronie żyli Polacy, a po drugiej Ukraińcy. Ludzie znali się, pracowali obok siebie, odwiedzali się i wiedzieli, kto mieszka w następnym gospodarstwie. Rok 1943 sprawił jednak, że człowiek mieszkający za miedzą mógł pewnej nocy okazać się mordercą albo ratunkiem.
Na początku września 1943 roku do Wierzbiczna przyszli ludzie UPA. Władysław i Ewa Siemaszkowie opisują mord dokonany wówczas na miejscowych Polakach, a przekaz ten znajduje dodatkowe oparcie w dokumentacji zgromadzonej przez Instytut Pamięci Narodowej. Baza Ofiar Zbrodni Wołyńskiej IPN w przypadku Kaliksta Głowińskiego podaje jako datę śmierci 4 lub 6 września 1943 roku, a jako sprawców wskazuje bojówkę UPA ze Świnarzyna oraz Ukraińców z Wierzbiczna. Oznacza to, że nie wszyscy napastnicy przyszli z zewnątrz. W mordowaniu uczestniczyli również ludzie pochodzący z miejscowości, w której mieszkali ich przyszli polscy sąsiedzi.
Według Siemaszków na początku września zginęło dziewięciu Polaków, natomiast w innym przekazie dotyczącym wydarzeń z 6 września pojawia się liczba dziesięciu zamordowanych. Ofiary miały być kłute bagnetami, a ich ciała wrzucano do rowu z wodą. Wśród zabitych znajdowali się Kalikst i Maria Głowińscy oraz 23-letnia Maria Sudoł. Przekaz dotyczący tej ostatniej zawiera wyjątkowo drastyczną informację o rozcięciu jej ciała wzdłuż.
Szczególnie makabryczny obraz zachował się w relacji dotyczącej Głowińskich. Jedną z osób uczestniczących w mordzie miała być młoda Ukrainka, która z wielką zaciekłością zadawała bagnetem ciosy starym ludziom. Kalikst Głowiński, urodzony w 1860 roku, miał ponad osiemdziesiąt lat. Jego wiek oraz indywidualny zapis w bazie IPN nie pozostawiają wiele miejsca dla prób przedstawiania tego wydarzenia jako starcia dwóch uzbrojonych stron. Ofiarą był stary człowiek zabity podczas antypolskiej akcji.
Ustalenia IPN pozwalają jednocześnie dokładniej określić charakter napadu. W przypadku Kaliksta Głowińskiego wskazano bojówkę UPA ze Świnarzyna współdziałającą z Ukraińcami z Wierzbiczna. Ma to znaczenie większe niż samo doprecyzowanie nazwy oddziału. Zbrodnia otrzymuje wymiar sąsiedzki, ponieważ obok przybyszy z uzbrojonej bojówki występowali miejscowi ludzie, którzy musieli wiedzieć, gdzie znajdują się polskie gospodarstwa i kto w nich mieszka.
Nie wszyscy miejscowi Ukraińcy dokonali jednak tego samego wyboru. Wcześniej ludzie UPA schwytali właściciela miejscowego majątku Edwarda Cieszkowskiego i zamknęli go w piwnicy. Miejscowi Ukraińcy zdecydowali się go uwolnić i w ten sposób uratowali mu życie. W tej samej społeczności, w której znaleźli się ludzie gotowi wskazywać polskie domy albo uczestniczyć w mordzie, znaleźli się więc również tacy, którzy przeciwstawili się sprawcom.
Jeszcze mocniej pokazuje to historia małżeństwa Bociów. Jewdokia Boć próbowała powstrzymać napastników mordujących Polaków, natomiast jej mąż ostrzegł rodzinę Głowińskich przed niebezpieczeństwem. Dzięki jego pomocy ocalał między innymi Hieronim Głowiński, członek Armii Krajowej, którego banderowcy rozpoznali i poszukiwali. Boć pomógł również Aleksandrze Wójcik, która przyszła z prośbą o przechowanie jej rodziny i natknęła się na ludzi UPA. Przekonał napastników, że kobieta jest jego krewną, dzięki czemu uratował ją przed niebezpieczeństwem. Przez około tydzień u Bociów nocowała również rodzina Potockich.
W jednej niewielkiej wołyńskiej wsi znalazły się więc dwie Ukrainki. Jedna miała z bagnetem w ręku uczestniczyć w zabijaniu Głowińskich, druga, Jewdokia Boć, próbowała zatrzymać morderców. Obie należały do tego samego narodu, żyły w tej samej okolicy i zetknęły się z tą samą falą przemocy, ale ich zachowanie znalazło się na dwóch przeciwległych krańcach ludzkiego wyboru.
Ten kontrast pozwala również lepiej zrozumieć mechanizm zbrodni wołyńskiej. Mordów nie dokonała jakaś bezosobowa „nienawiść polsko-ukraińska”, która pewnego dnia spadła na Wołyń niczym epidemia. W Wierzbicznie można wskazać zorganizowaną formację i współdziałających z nią ludzi: według dokumentacji przywoływanej przez IPN była to bojówka UPA ze Świnarzyna wspomagana przez miejscowych Ukraińców. Obok nich żyli jednak Ukraińcy, którzy nie przyjęli narzuconej logiki i zdecydowali się pomagać przeznaczonym na śmierć polskim sąsiadom.
Pomoc taka nie była gestem pozbawionym ryzyka. UPA stosowała przemoc również wobec Ukraińców pomagających Polakom, a w warunkach rozpadu normalnego porządku prawnego człowiek ukrywający poszukiwanego sąsiada nie mógł oczekiwać ochrony. Boć, przedstawiając Aleksandrę Wójcik jako własną krewną, ryzykował więc znacznie więcej niż konflikt z uzbrojonymi ludźmi stojącymi przed jego domem. Podobnie postępowała Jewdokia, próbując przeciwstawić się napastnikom, choć doskonale wiedziała, z kim ma do czynienia.
Wierzbiczno nie daje się dlatego zamknąć w prostym obrazie konfliktu dwóch narodowości. Z jednej strony była bojówka UPA i miejscowi Ukraińcy uczestniczący w antypolskiej akcji, z drugiej miejscowi Ukraińcy uwalniający Edwarda Cieszkowskiego, ostrzegający Głowińskich i ukrywający zagrożonych Polaków. Ta sama wieś, ta sama wojna i ludzie dokonujący całkowicie odmiennych wyborów.
Nie zmniejsza to odpowiedzialności OUN-UPA ani nie łagodzi charakteru antypolskiej przemocy. Przeciwnie, postawa Bociów odbiera sprawcom jedno z najwygodniejszych usprawiedliwień. Skoro w tej samej wsi, w tym samym czasie i pod tym samym zagrożeniem można było odmówić udziału w mordzie, ostrzec sąsiada albo ukryć człowieka poszukiwanego przez UPA, zabijanie Polaków nie było żadną nieuchronnością narzuconą przez wojnę. Było wyborem.
Historia Wierzbiczna ma więc dwie twarze. Pierwszą jest młoda kobieta z bagnetem pochylająca się nad starymi Głowińskimi, drugą Jewdokia Boć próbująca powstrzymać zabójców i jej mąż otwierający swój dom przed zagrożonymi Polakami. Jedna historia nie unieważnia drugiej, a nazwiska ludzi ratujących Polaków powinny pozostać w tej samej opowieści co nazwiska zamordowanych.
W Wierzbicznie jedni wrzucali ciała zabitych Polaków do rowu z wodą, a inni otwierali przed Polakami własne drzwi. Granica między jednym a drugim nie przebiegała między Polakiem i Ukraińcem. Przebiegała między człowiekiem, który wziął bagnet, a człowiekiem, który zdecydował się ratować sąsiada.
Źródła
Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945, t. I, Warszawa 2000, s. 391.
Leon Karłowicz, Ludobójcy i ludzie. Sąsiedzi, Lublin 2000, s. 121–123.
Śladami ludobójstwa na Wołyniu, s. 177–178, relacje Aleksandry Wójcik i Alfredy Krawiec z domu Głowińskiej.
Instytut Pamięci Narodowej, Baza Ofiar Zbrodni Wołyńskiej, hasło „Głowiński Kalikst”, Wierzbiczno, powiat Kowel; data śmierci: 4 lub 6 września 1943 roku; jako sprawcy wskazani bojówka UPA ze Świnarzyna i Ukraińcy z Wierzbiczna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz