Szukaj na tym blogu

piątek, 21 sierpnia 2026

„Bobok” przeciwko Harariemu. Dostojewski przewidział człowieka, który przeżył własne człowieczeństwo

 













Oczywiście Fiodor Dostojewski nie mógł polemizować z Yuvalem Noahem Hararim w sensie historycznym. „Bobok” ukazał się w 1873 roku, a „Homo Deus” niemal półtora wieku później. Można jednak mówić o polemice proroczej: rosyjski pisarz stworzył literacki eksperyment, który obnaża słabość antropologii opisywanej i częściowo popularyzowanej przez Harariego. Pokazał człowieka, któremu udało się przekroczyć biologiczną granicę śmierci, lecz który wskutek tego nie stał się ani lepszy, ani mądrzejszy, ani bardziej wolny. Przetrwała świadomość, ale umarło człowieczeństwo.

Trzeba przy tym zachować elementarną uczciwość wobec Harariego. Autor „Homo Deus” nie przedstawia wszystkich opisywanych przez siebie przemian jako własnego programu politycznego. Często występuje w roli diagnosty i ostrzega przed konsekwencjami biotechnologii, sztucznej inteligencji oraz koncentracji danych. Nie zmienia to jednak faktu, że jego książki opierają się na określonym sposobie rozumienia człowieka. Organizm może być w nim przedstawiony jako algorytm biochemiczny, życie jako proces przetwarzania danych, a ludzkie decyzje jako rezultat mechanizmów, które odpowiednio wyposażony system może rozpoznać lepiej niż sama jednostka. Harari nie zawsze pochwala ten kierunek, ale nadaje mu rangę prawdopodobnego etapu rozwoju cywilizacji.

W oficjalnej prezentacji „Homo Deus” przyszłość została opisana jako przejście od doboru naturalnego do „inteligentnego projektu”. Człowiek przestaje być biernym rezultatem ewolucji i rozpoczyna przebudowę samego siebie. Dawne pragnienia nieśmiertelności, szczęścia i boskiej mocy zostają przeniesione z religii do laboratoriów, korporacji technologicznych i systemów informatycznych. Problem nie polega już na zbawieniu człowieka, lecz na jego ulepszeniu. Nie chodzi o odpowiedź na pytanie, jak powinien żyć, ale o ustalenie, jak długo może funkcjonować i jak skutecznie można nim zarządzać. Oficjalna prezentacja „Homo Deus”

„Bobok” zaczyna się dokładnie tam, gdzie podobna wizja mogłaby się zakończyć. Na cmentarzu Dostojewskiego śmierć nie jest jeszcze końcem świadomości. Ciała ulegają rozkładowi, lecz pochowani nadal przez pewien czas myślą, mówią i słyszą. Życie trwa „jakby siłą bezwładu”, skupione w świadomości, która może utrzymywać się przez kilka miesięcy. Jest to osobliwa wersja technologicznego marzenia o przedłużeniu egzystencji: człowiek został zachowany, chociaż właściwie nie wiadomo już, po co miałby istnieć.

Dostojewski rozdziela to, co Harari skłonny jest ujmować jako elementy jednego procesu. Zachowanie informacji, pamięci czy zdolności komunikowania się nie oznacza jeszcze zachowania osoby. Świadomość może funkcjonować, a mimo to nie prowadzić do żadnej prawdy o człowieku. Umarli z „Boboka” pamiętają swoje nazwiska, tytuły, interesy, namiętności i urazy. Potrafią wymieniać informacje, zawierać porozumienia i projektować zasady nowej społeczności. Są zatem nadal sprawnymi przetwornikami danych, lecz nie wynika z tego żadna moralna wartość ich dalszego istnienia.

Harari opisuje dataizm jako możliwą nową religię, w której podstawowym kryterium wartości staje się wkład danego zjawiska w przetwarzanie informacji. Jeśli cały rodzaj ludzki można potraktować jako jeden system obiegu danych, jednostka traci znaczenie niezależnej osoby i staje się elementem sieci. Jej doświadczenia są ważne o tyle, o ile mogą zostać zarejestrowane, przetworzone i wykorzystane. W tej perspektywie człowiek nie potrzebuje już duszy, ponieważ do działania wystarcza mu algorytm. Nie potrzebuje także wolnej woli, jeżeli jego wybory można przewidzieć na podstawie odpowiednio wielkiego zbioru informacji. Harari doprowadza tę logikę do pytania, czy Homo sapiens nie jest już „przestarzałym algorytmem”, który może zostać zastąpiony przez doskonalszy system przetwarzania danych. Fragment „Homo Deus” poświęcony dataizmowi

Dostojewski odpowiada na to pytanie za pomocą groteski. Ostatnim komunikatem niemal całkowicie rozłożonego nieboszczyka jest bezsensowne słowo: „bobok”. W zmarłym tli się jeszcze iskra świadomości, istnieje więc proces, który można byłoby zarejestrować jako oznakę dalszego życia. Pozostała informacja, ale zniknęło znaczenie. „Bobok” jest komunikatem systemu, który wciąż działa, chociaż nie ma już niczego do powiedzenia. Dostojewski pokazuje w ten sposób, że samo podtrzymanie przepływu informacji może zakończyć się nie nieśmiertelnością osoby, lecz nieśmiertelnością szumu.

Jeszcze ważniejszy jest moralny stan cmentarnych rozmówców. Śmierć nie oczyszcza ich z pychy, próżności, lubieżności ani pogardy. Generał nadal broni swojej rangi, pochlebca nadal szuka protektora, a rozpustnik Kliniewicz natychmiast próbuje zorganizować pośmiertne życie jako zabawę pozbawioną wszelkich ograniczeń. Zniknęły instytucje, policja, opinia publiczna i możliwość fizycznego przymusu, ale nie zniknęło zło. Przeciwnie, uwolnione od odpowiedzialności ujawnia się w czystszej postaci.

Kliniewicz proponuje urządzenie cmentarnej społeczności „na nowych i już rozumnych zasadach”. Za tą zapowiedzią nie kryje się jednak braterstwo ani dążenie do prawdy, lecz wezwanie: „Panowie! proponuję niczego się nie wstydzić!”. Umarli postanawiają opowiedzieć o swoich czynach, ale wyznanie pozbawione skruchy nie prowadzi do przemiany. Staje się ekshibicjonizmem. Prawda zostaje oderwana od dobra, a jawność od odpowiedzialności. Powstaje wspólnota całkowitej przejrzystości, w której wszyscy wiedzą o wszystkich coraz więcej, lecz nikt dzięki temu nie staje się lepszy. Tekst „Boboka”

W tym miejscu Dostojewski okazuje się szczególnie przenikliwym krytykiem świata wielkich zbiorów danych. Zwolennicy technologicznej przejrzystości zakładają niekiedy, że dostęp do większej ilości informacji pozwoli podejmować trafniejsze decyzje i tworzyć lepsze społeczeństwo. „Bobok” podważa ten automatyzm. Informacja sama nie posiada kierunku moralnego. Może służyć poznaniu prawdy, ale może również stać się narzędziem podglądania, manipulowania, ośmieszania i kontrolowania innych. Cmentarni rozmówcy nie cierpią z powodu braku danych. Wiedzą o sobie wystarczająco dużo. Brakuje im natomiast wstydu, miłości i zdolności osądzenia samych siebie.

U Harariego algorytm może z czasem poznać człowieka lepiej niż on sam. Dostojewski odpowiedziałby zapewne, że zależy to od znaczenia słowa „poznać”. Algorytm może przewidzieć zakup, reakcję emocjonalną, wybór polityczny albo chorobę, ale przewidywanie zachowania nie jest jeszcze poznaniem osoby. Człowiek nie jest wyłącznie sumą dotychczasowych decyzji, ponieważ może uznać własną przeszłość za złą i próbować ją przekroczyć. Na tym właśnie polega możliwość nawrócenia, której nie sposób sprowadzić do kontynuacji wcześniejszego wzorca zachowań. Algorytm rozpoznaje regularność; Dostojewskiego interesuje chwila, w której człowiek tę regularność przełamuje.

W „Boboku” taka możliwość zostaje zmarłym ofiarowana. Ostatnie miesiące świadomości miały być, według cmentarnego filozofa Płatona Nikołajewicza, „ostatnim miłosierdziem”, czasem przeznaczonym na opamiętanie. Umarli otrzymują więc nie tylko przedłużenie istnienia, ale także ostatnią sposobność dokonania moralnego wyboru. Odrzucają ją, ponieważ interesuje ich trwanie, nie przemiana. Chcą wykorzystać pozostały czas na przyjemność, plotkę i bezwstydne wyznania. Pragną więcej życia, lecz nie wiedzą, dlaczego życie miałoby być wartością.

To najważniejszy punkt proroczej polemiki Dostojewskiego z Hararim. W „Homo Deus” jednym z wielkich projektów przyszłości staje się walka ze śmiercią. Dla Dostojewskiego pytanie o długość życia jest jednak wtórne wobec pytania o jego moralną treść. Przedłużenie egzystencji człowieka nieprzemienionego może oznaczać jedynie przedłużenie jego próżności, pożądania i lęku. Technologia potrafiłaby odsunąć moment biologicznego końca, ale nie udzieliłaby odpowiedzi, dlaczego nieskończone trwanie miałoby być lepsze od śmierci. Nieśmiertelny egoista nie staje się bogiem. Staje się egoistą dysponującym większą ilością czasu.

Dostojewski dostrzega również problem nierówności, który Harari sam mocno podkreśla. Jeżeli ulepszanie organizmu będzie kosztowne, ludzkość może podzielić się na technologiczną elitę i ludzi uznanych za nieprzydatnych. „Bobok” pokazuje jednak, że hierarchie społeczne mogą przetrwać nawet utratę swego materialnego uzasadnienia. Generał pozostaje generałem we własnej świadomości, chociaż gnije tak samo jak urzędnik, kupiec i lichwiarz. Technologia nie usuwa pragnienia dominacji. Może je jedynie wyposażyć w skuteczniejsze narzędzia.

Tytułowe słowo staje się więc epitafium dla człowieka zredukowanego do funkcji. System pracuje, impulsy krążą, dane są przetwarzane, ale sens zanika. Ostatecznym produktem doskonale podtrzymywanej świadomości może okazać się właśnie „bobok”: komunikat bez treści, życie bez celu i trwanie bez osoby. Dostojewski nie przeciwstawia technologii nostalgicznego kultu niewiedzy. Przeciwstawia jej przekonanie, że nie wszystko, co można obliczyć, wyczerpuje prawdę o człowieku.

„Bobok” można zatem odczytać jako proroczą polemikę nie tyle z samym Hararim, ile z antropologią, którą autor „Homo Deus” opisuje i chwilami przyjmuje jako język wyjaśniania przyszłości. Dostojewski pokazuje konsekwencje świata, w którym pokonano śmierć, zachowano świadomość i uwolniono przepływ informacji, lecz zapomniano zapytać o dobro. Rezultatem nie jest „Homo Deus”, człowiek-bóg, ale „homo bobok” — istota, która przeżyła własne ciało, własną kulturę i własne złudzenia, a na końcu nie potrafi już powiedzieć niczego poza bezsensowną sylabą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz