Powstańcy przy gmachu PAST-y przy ul. Zielnej 37/39, 20 sierpnia 1944 r. Jeden z żołnierzy trzyma polski miotacz ognia wzór K. Tego dnia, po wielogodzinnym szturmie, oddziały batalionu „Kiliński” zdobyły jeden z najważniejszych niemieckich punktów oporu w Śródmieściu. Fot. Jerzy Tomaszewski „Jur” (1924–2016). Źródło: Jerzy Tomaszewski, Epizody Powstania Warszawskiego, Warszawa 1979 / Wikimedia Commons. Status prawny: domena publiczna – PD-Poland.
20 sierpnia 1944 roku Powstanie Warszawskie trwało już niemal trzy tygodnie. Wola została utracona, Stare Miasto znajdowało się pod coraz silniejszym naporem, niemieckie lotnictwo i artyleria systematycznie zamieniały kolejne fragmenty Warszawy w gruzy, a oczekiwana pomoc ze wschodu nie nadchodziła. Właśnie wtedy, kiedy coraz łatwiej było patrzeć na Powstanie wyłącznie jak na historię stopniowej klęski, w samym centrum miasta wydarzyło się coś, co do tego obrazu zupełnie nie pasowało. Powstańcy zdobyli jeden z najpotężniejszych niemieckich punktów oporu w Śródmieściu – gmach Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej, czyli PAST-y. Nie był to sukces symboliczny ani propagandowa pociecha. Było to rzeczywiste zwycięstwo taktyczne odniesione nad dobrze uzbrojonym przeciwnikiem broniącym przygotowanej pozycji.
Budynek przy Zielnej 37/39 znakomicie nadawał się do obrony. Wzniesiony jeszcze przed pierwszą wojną światową wieżowiec górował nad okoliczną zabudową i pozwalał Niemcom obserwować oraz ostrzeliwać znaczną część Śródmieścia. Jego załoga znalazła się wprawdzie po 1 sierpnia w powstańczym otoczeniu, ale samo odcięcie nie oznaczało zdobycia. Masywna konstrukcja, dogodne stanowiska ogniowe i zapasy pozwalały zamienić PAST-ę w twierdzę stojącą wewnątrz powstańczej części miasta. Dla Warszawy był to rodzaj niemieckiej wyspy, której nie można było po prostu ominąć i pozostawić na zapleczu.
Problem pojawił się już pierwszego dnia Powstania. Atak na PAST-ę przeprowadzony 1 sierpnia nie przyniósł powodzenia. Podobnie było z kolejnymi próbami. Powstańcy znajdowali się tutaj w sytuacji charakterystycznej dla całego Powstania: mieli ludzi zdolnych do walki, ale nie posiadali środków, którymi regularna armia zdobywa silnie broniony budynek. Nie można było wezwać artylerii ciężkiej, aby rozbiła stanowiska przeciwnika, ani czołgów, które osłoniłyby piechotę. Trzeba było wymyślić własny sposób. I właśnie dlatego historia zdobycia PAST-y jest ciekawsza niż samo stwierdzenie, że 20 sierpnia zatknięto na niej biało-czerwoną flagę.
Do ostatecznego szturmu przygotowywano się znacznie staranniej niż do wcześniejszych prób. Zadanie przypadło przede wszystkim żołnierzom batalionu „Kiliński”, dowodzonego przez rotmistrza Henryka Roycewicza „Leliwę”. Powstańcy obserwowali budynek, rozpoznawali jego system obrony i przygotowywali środki pozwalające zastąpić brak ciężkiego uzbrojenia. Szczególne znaczenie miały pompy strażackie oraz przygotowana mieszanka zapalająca. Jeżeli nie można było rozbić niemieckiej twierdzy pociskami artyleryjskimi, można było spróbować ją podpalić.
Natarcie rozpoczęło się nocą z 19 na 20 sierpnia. Powstańcy zaatakowali z kilku stron, starając się wedrzeć do budynku i odciąć obrońcom możliwość manewru. Niemcy stawiali silny opór. Walka przeniosła się do wnętrza PAST-y, gdzie zdobycie kolejnego piętra, korytarza czy klatki schodowej stawało się osobną operacją. Budynek, który z zewnątrz wyglądał jak jedna twierdza, wewnątrz rozpadał się na dziesiątki małych punktów oporu.
Wtedy wykorzystano ogień. Za pomocą pomp wlano do wnętrza budynku mieszankę zapalającą i podpalono ją. Nie była to improwizacja w znaczeniu przypadkowego działania kilku ludzi, którzy znaleźli kanister benzyny. Operację przygotowano wcześniej właśnie po to, aby rozwiązać problem, którego powstańcy nie mogli rozwiązać klasycznymi środkami wojskowymi. Płomienie i dym zaczęły wypierać niemiecką załogę z części stanowisk. W zamkniętym budynku ogień stawał się odpowiednikiem artylerii, której Armia Krajowa nie posiadała.
W tym sensie zdobycie PAST-y pokazuje coś bardzo ważnego o Powstaniu. Armia Krajowa była dramatycznie słabo uzbrojona, ale nie oznaczało to, że była bezradna. Brak sprzętu wymuszał improwizację, a improwizacja czasami prowadziła do rozwiązań zaskakująco skutecznych. Nie można było walczyć z Niemcami według regulaminu przeznaczonego dla dywizji piechoty wspieranej przez artylerię. Trzeba było stworzyć własny regulamin wojny miejskiej, w którym rolę działa mógł pełnić strażacki motopompowy zestaw podający łatwopalną ciecz, a przejście przez ścianę kamienicy mogło być bezpieczniejsze niż przejście ulicą.
Niemcy znaleźli się w coraz trudniejszej sytuacji. Część budynku płonęła, powstańcy zdobywali kolejne pomieszczenia, a perspektywa odsieczy stawała się coraz mniej realna. Ostatecznie załoga skapitulowała. Do niewoli dostało się ponad stu Niemców. Dla oddziału powstańczego był to rezultat ogromny. Zdobyto nie tylko budynek, ale również broń i amunicję, czyli towary, których wartości w Warszawie nie trzeba było nikomu tłumaczyć. Każdy niemiecki karabin przechodzący w ręce powstańca oznaczał możliwość uzbrojenia człowieka, który wcześniej mógł mieć jedynie granaty albo pistolet.
Na dachu PAST-y pojawiła się biało-czerwona flaga.
I tutaj łatwo popaść w ton, którego historia Powstania szczególnie nie potrzebuje. Można napisać o symbolu zwycięstwa, nieugiętej Warszawie i polskiej fladze powiewającej nad zdobytym niemieckim bastionem. Wszystko to będzie prawdą, ale jednocześnie przesłoni rzecz ciekawszą. PAST-a była przede wszystkim dowodem, że powstańcy potrafili się uczyć. Pierwsze szturmy kończyły się niepowodzeniem. Nie oznaczało to rezygnacji z celu. Zmieniono przygotowanie, wykorzystano doświadczenia, zgromadzono środki, opracowano sposób podpalenia budynku i dopiero wtedy przeprowadzono kolejne natarcie. To nie romantyczny poryw zdecydował o sukcesie, lecz połączenie determinacji z coraz większym doświadczeniem w walce miejskiej.
Warto zestawić to z obrazem Powstania utrwalonym przez późniejsze spory. W jednej wersji młodzi ludzie niemal bez broni rzucają się bezmyślnie na niemieckie karabiny maszynowe. W drugiej każde ich działanie staje się heroicznym czynem, którego nie wypada poddawać analizie wojskowej. Oba obrazy są wygodne i oba upraszczają rzeczywistość. Powstańcy rzeczywiście popełniali błędy i ponosili tragiczne straty, szczególnie podczas źle przygotowanych ataków pierwszych dni. Jednocześnie bardzo szybko zdobywali doświadczenie. Po trzech tygodniach walk byli już innymi żołnierzami niż 1 sierpnia.
PAST-a jest jednym z najlepszych przykładów tej przemiany. Powstanie rozpoczęli ludzie wyszkoleni przede wszystkim do konspiracji, dywersji i krótkich akcji zbrojnych, a zostali zmuszeni do prowadzenia regularnej bitwy miejskiej. Musieli nauczyć się zdobywania budynków, tworzenia barykad, wykorzystywania piwnic, przebijania przejść pomiędzy kamienicami, poruszania się kanałami, organizowania własnej produkcji granatów i naprawiania zdobycznej broni. Warszawa stała się ogromną szkołą wojny, tyle że za każdą lekcję płacono ludźmi.
Zdobycie PAST-y miało również znaczenie psychologiczne. W drugiej połowie sierpnia wiadomości napływające z innych części miasta były coraz gorsze. Stare Miasto znajdowało się pod potężnym naciskiem. Ludność cywilna była wyczerpana bombardowaniami, brakowało wody, żywności i lekarstw. Oczekiwanie na szybkie pojawienie się Armii Czerwonej coraz trudniej było traktować jako podstawę realnego planowania. I właśnie wtedy w centrum Warszawy niemiecka twierdza skapitulowała przed powstańcami.
Nie zmieniało to sytuacji strategicznej. Zdobycie jednego budynku nie mogło zatrzymać niemieckiej ofensywy na Starówkę ani sprowadzić Armii Czerwonej na lewy brzeg Wisły. Nie mogło również wyrównać przewagi przeciwnika w artylerii, lotnictwie i broni pancernej. Ale wojna nie składa się wyłącznie z sytuacji strategicznej. Ludzie muszą jeszcze każdego ranka znaleźć powód, aby dalej walczyć. 20 sierpnia PAST-a taki powód dawała. Pokazywała, że Niemcy nie są przeciwnikiem, którego można jedynie opóźniać. Można ich również zmusić do kapitulacji.
Był to sukces szczególnie potrzebny Warszawie także dlatego, że mieszkańcy mogli go zobaczyć. Niemieccy jeńcy wyprowadzani ze zdobytego budynku stanowili widoczny dowód zwycięstwa. Nie był to komunikat radiowy o sukcesie alianckich wojsk gdzieś we Francji ani wiadomość o Armii Czerwonej znajdującej się po drugiej stronie Wisły. To wydarzyło się tutaj, przy Zielnej. Jeszcze rano Niemcy strzelali z PAST-y. Wieczorem budynek był w rękach Armii Krajowej.
Powstańcza propaganda oczywiście wykorzystała sukces. Trudno mieć o to pretensje. Propaganda w czasie wojny nie jest działalnością dodatkową, lecz jednym ze sposobów podtrzymywania zdolności społeczeństwa i armii do dalszego wysiłku. Co więcej, w tym przypadku nie trzeba było wymyślać zwycięstwa. Ono rzeczywiście nastąpiło. Kronikarze mogli sfilmować zdobyty budynek i niemieckich jeńców, prasa mogła opisać walkę, a kilka dni później mieszkańcy oglądający powstańczą kronikę w kinie „Palladium” zobaczyli wydarzenia, które rozegrały się właściwie za rogiem.
Nie można jednak z PAST-y wyciągać wniosku przeciwnego i twierdzić, że skoro powstańcy potrafili odnosić takie sukcesy, mogli wygrać całe Powstanie. To byłoby pomieszanie poziomu taktycznego ze strategicznym. Batalion może znakomicie zdobyć budynek i jednocześnie armia może przegrywać kampanię. Powstańcy potrafili zwyciężać Niemców w konkretnych starciach, zdobywać ich stanowiska, brać jeńców i przejmować uzbrojenie. Nie posiadali natomiast środków pozwalających zamienić sumę takich lokalnych zwycięstw w rozstrzygnięcie całej bitwy o Warszawę.
Właśnie dlatego zdobycie PAST-y jest tak ważne dla uczciwej oceny Powstania. Chroni przed dwoma uproszczeniami naraz. Pierwszym jest legenda, według której sama odwaga mogła pokonać niemiecką przewagę materialną. Nie mogła. Drugim jest równie prymitywny obraz Powstania jako sześćdziesięciu trzech dni bezsensownego umierania ludzi niezdolnych do prowadzenia skutecznych działań wojskowych. PAST-a pokazuje coś przeciwnego. Kiedy cel odpowiadał możliwościom, przygotowanie było właściwe, a powstańcy mogli wykorzystać warunki walki miejskiej, Armia Krajowa była zdolna pokonać dobrze uzbrojonego przeciwnika.
Jest w fotografii biało-czerwonej flagi na PAST-cie coś, co łatwo odczytać po osiemdziesięciu latach wyłącznie symbolicznie. Dla ludzi oglądających ją 20 sierpnia znaczenie było znacznie bardziej konkretne. Niemcy bronili tego budynku przez niemal trzy tygodnie. Powstańcy kilkakrotnie próbowali go zdobyć i ponosili porażki. W końcu znaleźli sposób. Niemiecka załoga wyszła z podniesionymi rękami.
Powstanie Warszawskie zakończyło się klęską i żadna uczciwa analiza nie może tego zmienić. Klęska całej operacji nie oznacza jednak, że każdy jej fragment był klęską. Wojna jest bardziej skomplikowana. Można przegrać kampanię, odnosząc po drodze rzeczywiste zwycięstwa. Można nie osiągnąć celu strategicznego, a jednocześnie wykazać się bardzo wysoką skutecznością taktyczną. 20 sierpnia 1944 roku przy Zielnej Armia Krajowa właśnie to zrobiła.
PAST-a nie dowodzi, że Powstanie mogło wygrać. Dowodzi czegoś innego i być może ciekawszego: że powstańcy potrafili wyciągać wnioski z porażek, dostosowywać się do wojny, do której nie zostali wyposażeni, i pokonywać Niemców tam, gdzie udało się ograniczyć znaczenie ich przewagi technicznej. Dlatego zdobycie PAST-y nie powinno być jedynie kolejnym heroicznym obrazkiem w historii Powstania. Było demonstracją rzeczywistych możliwości armii, która miała za mało broni, za mało amunicji i niemal żadnego ciężkiego sprzętu, ale po trzech tygodniach walk wiedziała już o wojnie miejskiej znacznie więcej niż w godzinie „W”.
Tego dnia Warszawa nie wygrała Powstania. Wygrała bitwę. I właśnie dlatego PAST-a jest ważna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz