Szukaj na tym blogu

niedziela, 16 sierpnia 2026

Cisza i brzęczenie much

 
















Muczne. Drogowskaz prowadzący do miejsca dawnej leśniczówki Brenzberg. W sierpniu 1944 r. zamordowano tam grupę polskich mieszkańców, według relacji i ustaleń przyjmowanych przez IPN liczącą 74 osoby. Fot. GringoPL, 23 sierpnia 2011 r., Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0.

W połowie sierpnia 1944 r. w leśniczówce Brenzberg, położonej na terenie dzisiejszego Mucznego, schronienie znalazła grupa Polaków uciekających przed UPA i zbliżającym się frontem. Byli wśród nich leśnicy i kolejarze z rodzinami, pochodzący między innymi z okolic Turki. Leśniczówkę prowadził Franciszek Król z Tarnawy Niżnej, absolwent Szkoły Leśnej w Bolechowie i były legionista. Według ustaleń przyjmowanych przez Instytut Pamięci Narodowej w Brenzbergu zamordowano 74 osoby. Wśród ofiar znajdowali się mężczyźni, kobiety i dzieci.

Dokładna data zbrodni nie jest jednak całkowicie pewna. Relacja Alojzego Wiluszyńskiego, mieszkańca pobliskiej Tarnawy, wskazuje 15 sierpnia 1944 r. i tę datę przyjmuje również część późniejszych opracowań. W „Biuletynie IPN” z 2024 r. podano natomiast 16 sierpnia. Niezależnie od tej jednodniowej różnicy źródła umieszczają mord w tym samym momencie: bezpośrednio po odejściu z okolicy dużego zgrupowania sowieckiej partyzantki.

Jej obecność przez pewien czas ograniczała swobodę działania UPA. Kiedy sowieccy partyzanci odeszli na południe, sytuacja miejscowej ludności polskiej uległa zmianie. W leśniczówce na Brenzbergu przebywały wówczas rodziny, które uznały położony wśród lasów budynek za bezpieczniejsze miejsce niż okoliczne wsie.

Podstawowym źródłem pozwalającym odtworzyć przebieg zbrodni pozostają relacje świadków. Szczególne znaczenie ma świadectwo Alojzego Wiluszyńskiego, spisane przez Antoniego Derwicha. Według niego po odejściu partyzantów sowieckich oddział UPA otoczył leśniczówkę, a znajdujący się w niej Polacy zostali zabici. Wiluszyński zapamiętał przede wszystkim liczbę ofiar i obecność wśród nich kobiet i dzieci. W swojej relacji mówił również o okaleczaniu zwłok i zakazie ich pochowania, który miał obowiązywać przez kilka dni.

O wydarzeniach w Brenzbergu mówi także relacja dotycząca chłopca, który rankiem miał zobaczyć uzbrojonych ludzi otaczających leśniczówkę. Z oddali słyszał krzyki napastników oraz płacz i krzyki znajdujących się tam ludzi. Uciekł do Sokolik, lecz później, nie wiedząc, co stało się z jego bliskimi, wrócił w okolice leśniczówki. Według przekazu został schwytany przez członków UPA i zamordowany.

Najbardziej bezpośrednie świadectwo dotyczy jednak tego, co zastano już po zbrodni. 18 sierpnia do Brenzbergu dotarł niewielki oddział polskiej samoobrony. Jeden z jego członków pozostawił opis miejsca:

„Do leśniczówki podchodziliśmy ostrożnie. Dokoła panowała cisza mącona intensywnym brzękiem much. Czasem odezwał się leśny ptak, trzasnęła gałązka... Pierwsze ciała leżały w pobliżu budynku mieszkalnego, a wśród traw i opłotków wciąż znajdowano nowe, razem 74 osoby. Zmasakrowane zwłoki kobiet, mężczyzn i dzieci. Zakrwawione sutanny duchownych i mundury leśników.”

Dalsza część relacji mówi o licznych okaleczeniach zwłok. Świadek oceniał, że ludzie zostali zabici dwa lub trzy dni wcześniej, co odpowiada dacie 15 lub 16 sierpnia. Członkowie samoobrony nie zdecydowali się pozostać na miejscu. Obawiając się powrotu napastników, odmówili modlitwę za zabitych i odeszli.

Wśród zamordowanych był leśniczy Franciszek Król. Źródła Lasów Państwowych podają, że zginął wraz z ludźmi, którym udzielił schronienia. W opracowaniu dotyczącym martyrologii leśników pojawia się dodatkowa informacja, że miał zostać zabity podczas próby wydostania się przez okno leśniczówki. Nie wszystkie szczegóły dotyczące śmierci Króla można jednak dzisiaj niezależnie zweryfikować. Wiadomo natomiast, że należał do ofiar zbrodni, a los i miejsce pochówku członków jego rodziny pozostają niejasne.

Zbrodnia w Brenzbergu nie była jedynym mordem dokonanym w tym czasie w okolicy. Alojzy Wiluszyński, wracając nocą do rodzinnego domu w Tarnawie, zastał go splądrowanego. Jego rodzice Michał i Emilia, siostry Ewa i Stefania oraz mąż Stefanii Jan Kochaniec zostali zamordowani. Ich ciał Wiluszyński już nie odnalazł. W swojej relacji wskazał również osoby, które uważał za odpowiedzialne za tę zbrodnię. Ponieważ jednak były to jego powojenne wskazania, należy je traktować jako część świadectwa, a nie wynik przeprowadzonego wówczas postępowania dowodowego.

Przez dziesięciolecia wiedza o tym, co wydarzyło się na Brenzbergu, opierała się przede wszystkim na takich właśnie relacjach. Sytuacja częściowo zmieniła się w 2022 r., kiedy Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN rozpoczęło systematyczne badania miejsca zbrodni. Kolejne sezony prac pozwoliły odnaleźć pozostałości zabudowań dawnej leśniczówki i lepiej określić jej położenie. Badano także teren, na którym mogły zostać ukryte ciała.

Do tej pory nie odnaleziono jednak zbiorowego miejsca pochówku 74 zamordowanych. Liczba ofiar, okoliczności zbrodni i jej przebieg nadal opierają się więc w zasadniczej części na świadectwach ludzi, którzy przeżyli wydarzenia w okolicy albo dotarli do Brenzbergu krótko po mordzie. Badania archeologiczne potwierdziły istnienie i położenie zabudowań, lecz nie rozstrzygnęły najważniejszej zagadki: gdzie znajdują się szczątki zamordowanych.

W miejscu dawnej leśniczówki znajduje się dziś drewniany krzyż i głaz pamiątkowy. Umieszczony na nim napis przypomina o 74 Polakach zamordowanych w sierpniu 1944 r., w tym o Franciszku Królu i jego rodzinie. Miejsce pamięci powstało z inicjatywy bieszczadzkich leśników, a we wrześniu 2010 r. ustawiono tam obelisk i krzyż.

Po samej leśniczówce pozostały jedynie odnalezione fundamenty. Nie odnaleziono dotąd mogiły. Pozostały natomiast świadectwa, wśród nich obraz zapisany przez człowieka, który przybył tam kilka dni po zbrodni: leśniczówka stojąca pośród bieszczadzkiego lasu, ciała rozrzucone wokół zabudowań i cisza przerywana jedynie odgłosami lasu i brzęczeniem much.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz