Winston Churchill, 2 sierpnia 1944 r., dzień po rozpoczęciu Powstania Warszawskiego. Brytyjski premier próbował doprowadzić do zwiększenia pomocy dla walczącej Warszawy, lecz jego możliwości ograniczało stanowisko Stalina i zależność operacji lotniczych od współpracy sowieckiej. Fot. British Government. Imperial War Museums, HU 90973 / Wikimedia Commons. Status prawny: Public Domain – UK Government.
W sierpniu 1944 roku o Warszawę toczyły się właściwie dwie bitwy. Pierwszą prowadzono na ulicach miasta, gdzie powstańcy walczyli z Niemcami o kamienice, barykady i kolejne skrzyżowania. Druga była znacznie mniej widowiskowa, ponieważ zamiast karabinów używano w niej depesz, a zamiast ruin Warszawy jej polem były gabinety w Londynie, Waszyngtonie i Moskwie. W tej drugiej bitwie naprzeciw siebie stanęli przede wszystkim Winston Churchill i Józef Stalin. Formalnie byli sojusznikami walczącymi przeciwko Hitlerowi, lecz kiedy w ich korespondencji pojawiła się Warszawa, szybko okazało się, że pod słowem „sojusznik” każdy rozumie coś zupełnie innego. Churchill widział w powstańcach żołnierzy państwa, które od 1939 roku walczyło u boku Wielkiej Brytanii. Stalin widział ludzi związanych z rządem, którego w powojennej Polsce nie zamierzał tolerować.
Nie ma sensu powtarzać tutaj całej historii alianckich zrzutów, odległości dzielącej Warszawę od baz we Włoszech ani problemów z sowieckimi lotniskami. O tym była mowa wcześniej. Znacznie ciekawsze jest zajrzenie do korespondencji przywódców Wielkiej Trójki, ponieważ dokumenty mają tę zaletę, że pozbawiają historię części późniejszych usprawiedliwień. Można oczywiście po osiemdziesięciu latach tłumaczyć, że sytuacja wojskowa była skomplikowana, linie zaopatrzenia Armii Czerwonej nadmiernie rozciągnięte, a niemieckie kontrataki pod Warszawą silne. Wszystko to należy brać pod uwagę. Kiedy jednak czyta się to, co Stalin pisał o Powstaniu w sierpniu 1944 roku, trudno nie zauważyć, że obok argumentów wojskowych istniała od początku zasadnicza kwestia polityczna. Moskwa nie patrzyła na Armię Krajową jak na jeszcze jednego uczestnika wspólnej wojny z Niemcami. Patrzyła na nią jak na problem przyszłej władzy w Polsce.
Churchill znajdował się w sytuacji niemal absurdalnej. Wielka Brytania przystąpiła do wojny w 1939 roku w związku z niemiecką agresją na Polskę, przez pięć lat korzystała z wysiłku polskich lotników, marynarzy i żołnierzy, a latem 1944 roku nie była w stanie skutecznie pomóc stolicy własnego sojusznika. Premier brytyjski rozumiał polityczne znaczenie tej sytuacji znacznie lepiej niż wielu jego współpracowników. Wiedział również, że po wejściu Armii Czerwonej do Europy Środkowej problem polski przestaje być jedynie sporem o granice. Stawał się pytaniem o to, czy państwo, z powodu którego Wielka Brytania znalazła się w wojnie, po zwycięstwie nad Niemcami pozostanie rzeczywiście niepodległe. Churchill nie był przy tym romantycznym obrońcą wszystkich polskich postulatów. Już wcześniej naciskał na rząd polski w sprawie zaakceptowania poważnych ustępstw terytorialnych wobec Związku Sowieckiego. Różnica polegała na tym, że chciał kompromisu z Polską, która nadal będzie państwem samodzielnym. Stalin przygotowywał Polskę, w której najważniejsze decyzje polityczne miały odpowiadać interesom Moskwy.
Widać to szczególnie dobrze już przed samym Powstaniem. W lipcu Stalin zapewniał Churchilla, że Związek Sowiecki nie zamierza narzucać Polsce własnej administracji, ponieważ sprawy polskie powinni rozstrzygać sami Polacy. Brzmiało to znakomicie, tyle że równocześnie Moskwa wspierała Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, który miał stać się polityczną alternatywą dla legalnego rządu RP w Londynie. W dyplomacji można czasami powiedzieć prawdę w taki sposób, aby znaczyła coś zupełnie innego. Stalin rzeczywiście chciał, aby Polską rządzili Polacy. Pozostawała tylko drobna kwestia ustalenia, którzy Polacy zostaną przez Moskwę uznani za właściwych.
Po wybuchu Powstania różnica między Churchillem a Stalinem przestała być abstrakcyjnym sporem o przyszły ustrój Polski. W Warszawie ginęli ludzie, a każda doba zmniejszała możliwości dalszego oporu. Zachodni alianci próbowali organizować pomoc, ale jej skuteczność bez współpracy sowieckiej była bardzo ograniczona. Sowiecka odpowiedź stawała się tymczasem coraz bardziej jednoznaczna. Stalin podkreślał słabość militarną Armii Krajowej, wskazując, że polskie oddziały nie posiadają artylerii, lotnictwa ani czołgów potrzebnych do zdobycia miasta bronionego przez Niemców. Z czysto wojskowego punktu widzenia nie było to rozumowanie pozbawione podstaw. Problem polegał na tym, że od stwierdzenia słabości powstańców bardzo szybko przechodził do politycznej oceny samego Powstania i jego przywódców.
20 sierpnia Churchill i Roosevelt wystosowali do Stalina wspólną depeszę. Jest to dokument niezwykle ciekawy właśnie dlatego, że jest krótki i nie pozostawia wiele miejsca na dyplomatyczne ozdobniki. Obaj przywódcy zwracali uwagę na to, jak światowa opinia publiczna odbierze pozostawienie warszawskich przeciwników nazizmu bez pomocy. Pisali, że wszystkie trzy mocarstwa powinny zrobić wszystko, co możliwe, aby uratować znajdujących się tam polskich patriotów. Proponowali dwa rozwiązania: albo Sowieci sami dokonają natychmiastowych zrzutów broni i zaopatrzenia, albo umożliwią szybkie wykonanie takiej operacji samolotom zachodnim. Na końcu podkreślili rzecz najważniejszą: czas miał zasadnicze znaczenie. Trudno było powiedzieć to wyraźniej.
Odpowiedź Stalina z 22 sierpnia jest jednym z najważniejszych dokumentów pozwalających zrozumieć jego stosunek do Powstania. Nie ograniczył się do wyjaśnienia trudności militarnych ani do stwierdzenia, że Armia Czerwona chwilowo nie może wznowić ofensywy. Zaatakował polityczne kierownictwo Powstania, określając jego organizatorów jako ludzi, którzy rozpoczęli warszawską „awanturę” w celu zdobycia władzy i rzucili niemal nieuzbrojonych mieszkańców przeciwko niemieckim działom, czołgom i samolotom. Stalin przedstawiał więc wydarzenia w sposób niezwykle wygodny z punktu widzenia własnej polityki: za tragedię Warszawy odpowiadali w pierwszej kolejności ci Polacy, którzy zdecydowali się wystąpić przeciwko Niemcom bez zgody Moskwy.
Warto zatrzymać się przy tym na chwilę, ponieważ pojawia się tutaj argument, który później zrobił w Polsce zadziwiająco długą karierę. Powstańcy byli źle uzbrojeni, więc ich przywódcy zachowali się nieodpowiedzialnie; skoro zaś rozpoczęli walkę, odpowiedzialność za jej tragiczne skutki należy przenieść przede wszystkim na nich. Niemcy mordujący mieszkańców Warszawy schodzili w takim rozumowaniu na drugi plan, a Stalin mógł wystąpić niemal w roli zatroskanego obserwatora katastrofy spowodowanej przez politycznych awanturników. Późniejsza propaganda komunistyczna nie musiała tutaj wykazywać się szczególną oryginalnością. Podstawowy schemat interpretacyjny był gotowy już w sierpniu 1944 roku.
Nie znaczy to, że Churchill proponował wówczas rozpoczęcie wojny ze Związkiem Sowieckim o Warszawę. Takiego wniosku z dokumentów wyprowadzić nie można. Brytyjski premier był politykiem twardo stąpającym po ziemi i doskonale rozumiał, że Wielka Brytania nie ma nad Wisłą własnej armii. Jednocześnie jednak próbował przesuwać granice tego, co Zachód mógł zrobić. We wrześniu jego frustracja była już tak duża, że proponował Rooseveltowi wysłanie amerykańskich samolotów z pomocą dla Warszawy i lądowanie na sowieckich lotniskach nawet bez wcześniejszej zgody Moskwy. Amerykanie nie chcieli podejmować takiego ryzyka. Sam fakt pojawienia się podobnego pomysłu pokazuje jednak, jak dalece stanowisko Stalina komplikowało działania zachodnich sojuszników.
W tym miejscu ujawnia się także różnica między Churchillem a Rooseveltem. Obaj podpisali depeszę z 20 sierpnia, lecz brytyjski premier był gotów naciskać mocniej. Roosevelt znacznie bardziej obawiał się konfliktu ze Stalinem, ponieważ Związek Sowiecki pozostawał kluczowym uczestnikiem wojny przeciwko Niemcom, a Waszyngton myślał już również o przyszłej wojnie z Japonią. Polska znajdowała się więc w wyjątkowo niekorzystnym położeniu. Churchill miał większą determinację, niż pozwalały mu możliwości. Roosevelt miał większe możliwości niż determinację. Stalin posiadał natomiast zarówno armię znajdującą się najbliżej Warszawy, jak i bardzo jasną koncepcję tego, jak ma wyglądać Polska po wojnie.
Najbardziej wymowna jest chyba różnica języka używanego przez obu przywódców. Churchill i Roosevelt pisali o polskich patriotach, których należy ratować. Stalin pisał o ludziach rozpoczynających awanturę w celu zdobycia władzy. Nie była to różnica stylistyczna, lecz polityczna. Jeżeli człowiek walczący w Warszawie był żołnierzem sojuszniczego państwa, należało mu pomóc. Jeżeli był przedstawicielem grupy próbującej przejąć władzę wbrew politycznym planom Moskwy, jego zwycięstwo stawało się niepożądane. Te dwa sposoby opisywania Powstania prowadziły do dwóch całkowicie różnych odpowiedzi na pytanie, co należy zrobić.
Warszawa znajdowała się pomiędzy tymi odpowiedziami. Z miasta do Londynu docierały coraz bardziej dramatyczne wiadomości. 21 sierpnia polski minister spraw zagranicznych Tadeusz Romer alarmował Amerykanów, że sytuacja jest bardzo ciężka, znaczna część miasta płonie lub została zniszczona, a ludzie w Warszawie nie rozumieją braku skutecznej pomocy. Dwa dni później przedstawiciele władz podziemnych apelowali do Mikołajczyka o przekazanie Rooseveltowi i Churchillowi informacji, że od trzech tygodni prowadzą walkę praktycznie własnymi siłami, przy niedostatku broni, amunicji i wsparcia lotniczego. Dla człowieka siedzącego w piwnicy bombardowanej kamienicy dyplomatyczne niuanse pomiędzy Londynem, Waszyngtonem i Moskwą miały niewielkie znaczenie. Widział przede wszystkim, że pomoc nie nadchodzi.
Dlatego sporu Churchilla ze Stalinem o Warszawę nie należy sprowadzać do prostego obrazu dobrego Brytyjczyka i złego Rosjanina. Churchill również prowadził politykę wielkiego mocarstwa, również naciskał na Polskę w sprawie granic i również wiedział, że pozycja Londynu wobec Moskwy staje się coraz słabsza. Różnica była jednak zasadnicza. Churchill chciał, aby Polska po wojnie pozostała państwem rzeczywiście niezależnym, nawet jeśli miała utracić znaczną część terytorium na wschodzie. Stalin chciał Polski znajdującej się w sowieckiej strefie politycznej i strategicznej. Powstanie Warszawskie nie stworzyło tej sprzeczności. Ono jedynie brutalnie ją ujawniło.
W sierpniu 1944 roku Churchill chciał więc pomóc Warszawie, ale nie posiadał środków pozwalających narzucić Stalinowi swoją wolę. Stalin miał środki, ale zwycięstwo politycznych przeciwników PKWN było sprzeczne z jego interesem. To właśnie dlatego korespondencja obu przywódców jest tak ważna. Pokazuje bowiem, że dramat Warszawy nie rozgrywał się wyłącznie pomiędzy powstańcami i Niemcami. W tle trwała już walka o Polskę, która miała powstać po wojnie. Churchill próbował jeszcze ratować sojusznika z 1939 roku, podczas gdy Stalin przygotowywał sojusznika zupełnie innego rodzaju. Warszawa znalazła się pomiędzy nimi i szybko okazało się, że w tej grze sama odwaga powstańców nie ma większego znaczenia. O losie Polski zaczynali bowiem decydować ludzie siedzący przy stołach konferencyjnych, a spośród nich najwięcej żołnierzy na miejscu miał ten, któremu zwycięstwo Powstania było najmniej potrzebne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz